Nic nie zapowiadało, że to będzie właśnie TEN DZIEŃ.
Rano kiedy wstałam, na dole przywitał mnie chory piesek. nasypałam mu jedzonko a on sie nie podnosi do miski, na dwór tez nie raczył sie podnieść. myśle sobie, aha, łokiec mu wrócił. Miałam dziś sporo spraw do załatwienia wiec na szybko wykombinowałam, że jeszcze weta odwiedze po tabletki przeciwzapalne.
najpierw lekarz z Wesołką- znowu antybiotyk :/ 2 tygodnie skończyła szkarlatyne, teraz oskrzela i katar.
odstawiłam Wesołkę do babci i popędziłam do playa i po gaz do auta, potem apteka na drugim końcu miasta, bo tylko tam wkłucia do pompy insulinowej są realizowane.
tak więc jadę sobie i nagle dzwoni- wtedy nie wiedziałam, ze to tak ważny telefon, wiec spokojnie odszukałam komórkę i nie zdążyłam odebrać, no ale prowadząc autko i tak bym nie pogadała wiec sie nie przejęłam. a on za chwile ponownie dzwoni. numer miejscowy, nie z moich kontaktów- odbieram. Pani sie przedstawiła, przeprosiłam, ze nie moge teraz rozmawiac i oddzwonie jak dojade do celu. nadal nie wiem, ze to ten ważny telefon był. więc jadę do celu, na parkingu oddzwaniam... i nagle wszystko sie zmienia, tyle czekania, nadziei, tęsknoty zamienia się w łzy szczęścia.... rok temu dostalismy kwalifikacje i cisza..az tu nagle okazuje sie, ze powiększenie naszej rodzinki staje się realne :)))) nic więcej nie napisze, zeby nie zapeszyć. jutro zapowiada się WIELKIE DZIEŃ, a ja wciąż niedowierzam :)
poniedziałek, 27 lutego 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)
