witajcie w mojej krainie

w krainie matki doświadczonej ....


...mamy ANIOŁKA -Wyjątkowego 28.07.2009-06.08.2009...
... mamy Wesołki -SŁODKIEJ od 10.2010....







czwartek, 30 grudnia 2010

rok się kończy

Troche mi smutno, bo chyba odczuwam bardziej niż kiedykolwiek upływ czasu- lata lecą zbyt szybko. W krainie przogromnej sporo sie działo i czasem sie boje myśleć co sie jeszcze wydarzy. Budowa domu upłynęła mi pod znakiem oczekiwania na coś przeciwnego, coś co zabrałoby nam te odrobinę szczęścia. Tak sie zbiegło z końcem budowy własnie choroba-a raczej choroby. Nic wiecej nie pragnę tylko, aby to juz był koniec, aby odetchnąc jakis dłuższy czas i móc sie cieszyć tym co jest i tym co będzie.
Roku podsumowywać nie będę, bo czuję niedosyt, wolałabym inną końcówkę zdecydowanie. Ale co tam można sobie woleć. Poza tym jak człowiek popatrzy dookoła to czasem dociera do niego, że na serio, pomimo tylu przeszkód rożnych, należy sie cieszyc z tego co sie ma.
Tak to już jest, ze jednego dnia osiagam pełnię szczęścia, czuje sie zrelaksowana i zrealizowana, chce iść na przód, pełna nadziei....gdy nagle dopada mnie stan otępienia- bo nie wiem co tu zrobić by ruszyc do tego przodu- i takiej pretensji- dlaczego nie mogłoby to przyjsc samo, łatwo i przyjemnie, tylko trzeba sie nasprężać... sinusoida życia, sinusoida emocji.
Tak wiec życzę sobie i wszystkim złapania równowagi w 2011 i aby Wasze krainy były przeogromnie szczęśliwe i radosne, przeogromnie -koniecznie! Niech sie Wasze plany realizują i niech sie rodzą następne do zrealizowania :)
Sobie życzę aby następne Święta Bożego Narodzenia były 2+2 oraz reszta składu niezmieniona :D

środa, 15 grudnia 2010

fajnie by było


Czy insulinowa guma do żucia zastąpi iniekcje skórne?
Cukrzyca - serwis społecznościowy - kompendium wiedzy o chorobie - cukrzyca objawy,cukrzyca dieta,cukrzyca ogłoszenia - forum, chat, najnowsze wiadomości - 15.12.2010.

a to jakieś Święta idą?

Do czego służą blogi? Niektórym by sobie ulżyc nieprawdaż? nio to własnie wpadłam w tym celu, bo mnie w środku rozsadza, a i zainspirowana pytaniem znajomych -co robie na święta- zostałam by dać upust mojej irytacji.


Siedze sobie na naszej wsi i zupełnie wyobcowana jestem ;) co prawda jedno drzewko nam sie podświetliło, jakaś skarpeta wisi od Mikołaja na kominku, a no i M sie podpytuje co robimy na wigilie....no co, coś do jedzenia trzeba zrobić i dalej spokojnie sie nie przejmuje świętami...pozornie nie przejmuje, bo jednak naszła mnie pewna refleksja.

To nie te czasy kiedy człowiek wyczekiwał choinki, pierwszej gwiazdki, prezentów i wyjścia na pasterkę. Jakoś od paru lat święta dla mnie straciły swoj urok. yyy czy to starość i zramolenie czy jak? a już wiem, pamietam pierwsze święta kiedy czas oczekiwania i przygotowań był istną katorgą- wtedy kiedy zachorowałam na rzs. Bolące gnaty nie nastrajają zbyt dobrze. Przygotować potrawę, a tak bardzo chętnie, tylko pokrojenie cebulki chociażby bylo awykonalne, co ja gadam samo trzymanie noża to było wyzwanie. Wtedy to była masakra i choć stawiki są znośniejsze, bo nie musze siedzieć zupełnie bezczynnie, przygotowania do Świąt nadal są pewnego rodzaju utrapieniem. Codzienność bywa utrapieniem, ot taki losik, ale rozpisywać za dużo się nie będe, bo sobie uświadomie jeszcze jak mam przerąbane. Wolę "żyć w nieświadomości" ;P

Przypomniał mi sie taki film. Na kłopoty Bednarski :D Na moje kłopoty to raczej czarodziejski pierścień by sie przydał:D podzieliłabym się z innymi jeszcze...albo ktoś kto wymyśliłby lekarstwo.

Iżeby nie było, ze tylko marudzę...ja na prawdę lubie te Święta, tylko przygotowania mniej :P

wtorek, 14 grudnia 2010

jestem, pamietam

strasznie dużo czasu upłynęło od ostatniego mojego pobytu na blogu. Strasznie dużo się tez działo, przeogromnie dużo.

sierpień - Twoja rocznica Wyjątkowy, wciąż mieszkaliśmy u moich rodziców. warunki do pisania kiepskie.

wrzesień- ujawniła się choroba teścia, tzn teść zaczął się leczyć, bo być może już wcześniej miał dolegliwości, a raczej na pewno.
Wesołka skończyła 5 lat, zaczęła swoje drugie przedszkole, i wciąż mieszkaliśmy u moich rodziców. Dom się kończył budować.
W końcu odwiedziłam psychologa, dla dzieci, ponieważ Wesołka po raz kolejny obarczyła siebie chorobą Wyjątkowego. poszłam bez Wesołki. wizyta pomocna dla mnie ...

październik- ciężki miesiąc. najpierw odejście teścia, choroba tak szybko wygrała.
potem szpital z Wesołką- zapalenie płuc plus diagnoza przy okazji- CUKRZYCA typ I. szok, złość i walka z oswojeniem się Wesołki z kłuciami.
zakończenie budowy. zakończenie przedszkola :(

listopad- wyjście ze szpitala, przygotowania do przeprowadzki- przeprowadzka, walka z oswojeniem Wesołki, nauka życia z cukrzycą- cukrzykiem. druga wizyta u psychologa i umówienie na wizytę z Wesołką- radzono w szpitalu.
załatwiłam przedszkole, w którym dzieci z cukrzycą mają odpowiednią opiekę- zaczniemy od stycznia.

to tak w telegraficznym skrócie.

jest grudzień, niedługo święta, siedzę w swoim nowym domu razem z Wesołką, prowadzimy zupełnie nowe życie. Nowe, bo w nowym miejscu, nowe warunki i nowe, bo z chorobą. Do października nie wiedziałam co to pilnowanie pór posiłków, poziomu glukozy i co to robienie zastrzyków z insuliny. Teraz to nasza codzienność. Nasza, choć to Wesołka jest kłuta, ale ktoś póki co musi ją kłuć. Wesołka została "obdarowana" chorobą, z którą będzie musiała się zmierzać przez całe życie. Ot taki upierdliwy bonus od życia. Dobrze, że z niej dzielna dziewczyna to sobie poradzi. Musi:)
Przeogromny jest ten świat i lubi przynosić jakieś niespodzianki, czekam teraz na taką miłą jakąś. Dosyć tych trudnych.

wtorek, 27 lipca 2010

Rocznicowo

To już jutro, 365 dni
rok temu "kopałeś" mnie jeszcze....

ale nie ma Cie tylko fizycznie....
bedziesz ze mną juz do końca
z nami, wiem, że czuwasz Wyjątkowy
ja to wiem.

Przez ten rok wydarzyło sie tak wiele,
jak nigdy jeszcze w moim życiu,
mam nadzieje jednak, że jeszcze wiele dobrego sie wydarzy
czekamy

sobota, 19 czerwca 2010

Pierwszy dzień dziecka bez Wyjątkowego już mam za sobą, nie był to miły dzień, choć starałam się trzymać dla Wesołki. nie ma co wspominać. ogólnie moja kondycja zdrowotna kiepskawa ostatnio i to chyba przez tą pogodę co to nie może sie zdecydować czy zostać letnią czy bardziej wiosenną. na szczęście stawiki w miarę grzeczne!

Krok do przodu:
w tym tygodniu to zauważyłam, mogę już patrzeć na małe dzieci w realu i nie czuć tego ścisku w środku, co za ulga! mam nadzieje, że już tak zostanie.

Wesołka
po pierwszych paru dniach u babci wróciła do normy, a już sie bałam, ze rozpieszczenie będzie siegać zenitu w nieskończoność;P kochana, zabawna, dowcipna, wesoła i gadułkowata do tego czasem marudząca i krzycząca, ale tylko czasem :D nie mogę  sie doczekać naszego lajfu w szafirkowie!

niedziela, 30 maja 2010

majowa poczekalnia okazała tak intensywna, że zaniedbałam bloga. generalnie przy komputerze dużo mniej jestem - no chyba, że w pracy ;> maj już prawie skończony, a tu dopiero drugi wpis.
spodziewałam się zdecydowanie lepszego maja. jedno co się udało to sprzedać mieszkanie i wyprowadzka. choć to istna rewolucja, ale tak miało być.

WYNIKI Wesołki przyszły. taaa przyszły w końcu po takim czasie wyczekiwania i co? zostałam zaskoczona, inaczej mówiąc czuję się oszukana ... dlatego nic nie wspomniałam tutaj. Byłam zła i nadal jestem, bo pobieranie krwi (istny horror u Wesołki - jeszcze niedawno o tym wspominała) cała wycieczka do Zakładu Genetyki, potem to oczekiwanie, jak dla mnie, poszło na marne. Nie znaleziono u niej co prawda takiej mutacji jak u nas, ale nie ma gwarnacji, że nie posiada innej mutacji i dlatego na wyniku widnieje zdanie: istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że nie jest nosicielem SLOS. Spodziewałam się dwóch rozwiązań, albo wynik pozytywny, albo negatywny. Teraz jest niby ok, ale nie do końca. I jak dla mnie to rozwiązanie jest do kitu, bo oznacza nadal bycie w niepewności. Tak samo jak byłam w ciaży z Wyjątkowym, niepewność nam towarzyszyła do samego końca, choć wtedy bardziej wynikała z nadziei jaką chcieliśmy mieć. Ta niepewność jest inna, ale również irytująca. Kiedy Wesołka dorośnie i zapragnie potomstwa czekają ją irytujące badania i irytujace oczekiwanie. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że medycyna jest na tyle posunieta, że można takimi badaniami jednoznacznie rozstrzygać takie kwestie. Łudziłam się, że będzie jasno i klarownie. Wiem, wiem, są gorsze sprawy na tym świecie niż takie wyniki, ale nic na to nie poradze, że oczekiwałam pewności, bo to mi sugerowano namawiając na te badania. Jeśli ktoś nie znajduje się w takiej sytuacji to nigdy tego nie zrozumie. Tak jest ze wszystkim, co nas nie dotyczy, jest nam obce - choćby nie wiem ile empatii było w człowieku. Empatia to fajny temat na jakiś osobny post......
No dobra, ale już nie smęce i sie nie nakręcam. Idziemy na przód i działamy. Co nas nie zabije to nas wzmocni itp. Jest jeszcze sporo do zrobienia i do przeżycia.

sobota, 1 maja 2010

majowa poczekalnia

majem moje serce sie raduję, czekałam na koniec kwietnia i oto jest :) choć maj to kolejny miesiąc w poczekalni, bo dalej będziemy czekać na wyniki Wesołki, na zakończenie szafirkowej krainy i miejmy nadzieje finał, ale bedzie juz coraz bliżej tego wszystkiego.
w tym roku kwiecień został ochrzczony przez mnie miesiącem ważnych przeżyć. nie tylko kwiecień tego roku, bo sięgnęłam pamięcią wstecz i co roku coś sie dzieje.
kwiecień tego roku bedzie stał pod znakiem sprzedaży mieszkania i wspinania murów naszego nowego szafirkowego lokum. miałam cykora do końca miesiaca, że coś sie jeszcze wydarzy, na szczeście nie. choć jeśli chodzi o tragedie to ta w Smoleńsku niestety została juz zapisania w historii tego miesiąca. z tego powodu tez kwiecień był dosyć ciężki i przybijający.
nio, ale dosyć już o tym co było.... teraz i to co będzie jest, żeby nie powiedzieć ważniejsze, bardziej pozytywnie rokujące. oczywiście jesli wszystko pójdzie zgodnie z planem. zycie mnie nauczyło nie cieszyć sie na wyrost, no i szkoda... bo jakże przyjemniej by było czerpać więcej radości ze swoich planów. mam nadzieje, że będzie wielka, ogromna radość w tym roku. tylko radość i sukces i zadowolenie :))))))
amen.

niedziela, 4 kwietnia 2010

Wczoraj minął rok od pierwszych badań genetycznych. Kolejna ciężka rocznica, czemu ja mam taką pamięc do dat? Będę sie teraz katować tyle razy w roku :(
Rok temu mówiono do mnie takie niewyobrażalne rzeczy, a ja miałam nadzieje, ze im wykrzyczę za parę miesięcy, że sie mylili, tak bardzo chciałam.......ale niestety mieli rację. Mieli rację na każdym kolejnym badaniu mówiąc o coraz bardziej koszmarnych podejrzeniach i choć już wiem, że mieli rację, nadal czasem jest mi trudno w to uwierzyć.
Tęsknię tak przeogromnie czasem, że aż dech zapiera.
Mam nadzieję, że jesteś tam GDZIEŚ i jesteś szczęśliwy i równy ze wszystkimi. :*

poniedziałek, 29 marca 2010

w pamięci...

Pamiętam o Tobie i tulę w myślach...
Bądź szczęśliwy i spokojny :***

sobota, 27 marca 2010

sprawa kolejnego Szczęścia

Sprawa kolejnego Szczęścia nabrała znów barw, jasnych i kolorowych, przepełnia mnie całą. Czekam na finał i wierze, choć po drodze był spory zawód, że tym razem finał będzie szczęśliwy. Pisząc zawód nie mam na myśli Wyjątkowego, tylko zniechęcenie nas w OA. Widać musieliśmy przejść dłuższą drogę niż zakładaliśmy. Teraz zakładam, że było to z jakichś powodów bardzo potrzebne, że miało głębszy sens.
Muszę też wierzyć, że kolejne Szczęście cierpliwie na nas sobie czeka, wole nie myślec, co może przechodzić. Dlatego mam nadzieje, że budowa zakończy sie zgodnie z planem i nie będzie opóźniać naszych starań. Jeszcze bardziej mnie to KW wkurza w tym momencie, bo nie tylko finalizację sprzedaży mieszkania nam opoźnia, ale coś o wiele bardziej ważnego może opóźnić.

przypadek czy przeznaczenie?

Ostatnio w moich uszach dzwoni takie powiedzenie: "nic sie nie dzieje przypadkiem"- uczepiło sie mnie jak rzep. No bo tak patrząc wstecz, czy to wszystko co do tej pory przeżyłam mogło być zupełnym przypadkiem? Tyle złego i dobrego i jakoś mam przeświadczenie, że tak własnie miało być, że dlatego sie te badania w CZD przeciągają, bo wyniki mam poznać w tym, a nie innym momencie? po takim czasie mam już lekki dystans, gdyby to było wcześniej mogłabym sie załamać np. a teraz załamana być nie powinnam, bo dużo mam do zrobienia. No bo czy przypadek sprawił, że nasz Wyjątkowy został wyjątkowym pod takim, a nie innym względem. Nie będzie wyjątkowym sportowcem, malarzem, czy architektem. Przez 9 dni był wyjątkowy na tym świecie, teraz pozostaje wyjątkowy w naszych sercach.
To sprawił gen, jego mutacja, którą posiadamy oboje z M. Zatem znowu pytam się czy to przypadek sprawił, że właśnie z nim się związałam? Jak to się stało, że M. stanął na mojej drodze i właśnie w takim momencie. M. był zupełnym przeciwienstwiem mojego ex, to M. potrafił dać to poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo potrzebowałam. Gdyby nie przeżycia z exem to na M. pewnie w ogóle bym nie spojrzała.... Poza tym te zmutowane geny mogły połączyć się już szybciej. Jakże inaczej wszystko by sie potoczyło.... a tak jestem tu i teraz( i zadaje sobie te wszystkie pytania ;) ) z pokoju obok dobiegają odgłosy zabawy Wesołki (własnie wybyłam do niej na chwilkę i stoczyłyśmy małą wojnę na gilgotki :D), chrapanie psa, M. kręcący sie po kuchni.... budowanie domu, ponowne starania o kolejne Szczęście.
Przypadek? Przeznaczenie? co tym wszystkim zawiaduje, czy ktos w ogóle zawiaduje? hmmmmm
Odpowiedź pewnie jest prosta, tylko ja to sobie jak zwykle za bardzo zakręcam ;) zreztą nie tylko ja, takich jest wielu.

wtorek, 16 marca 2010

Wyniki

nie ma, a może są... tylko pani, która sie tym zajmuje była na zebraniu. tutaj też każą dzwonić jutro, teraz to już sie uparłam i będę dzwonić do skutku. maila nie nastukałam jeszcze więc zadzwonie jutro i wtedy sie obaczy.

poniedziałek, 15 marca 2010

m&m poniedziałek

Dzisiejszy taki był właśnie męczący and magiczny, z kategorii tych nielubianych, bo ciężki jakiś taki. Ciężko mi sie myślało juz z rana, cięzko w pracy siedziało, bo stawy znowu czuje, bo robota jakoś nie szła sprawnie... bo zbliża sie piątek- waży dzień dla Niedźwiadka i jego rodziców. Brat astralny bedzie miał opreację, wierzę, że wszystko pójdzie dbrze, bo Wyjątkowy czuwa.
Nie spisuje jednak tego dnia zupełnie na straty. Przez chwilkę nabrał takiej magii spokojnej i bardzo mi bliskiej. Siedząc za biurkiem, nie wiadomo skąd poczułam znany mi zapach, mieszanka herbaty z cytryną i lukru z pączków i tego słonka, które wpadało przez okna u babci. Poczułam się jakbym własnie siedziała u niej w pokoju, przy stole i piła herbatę z cytryną. Babcia do kuchni musiała iść przez korytarz, z czajnkiem pełnym wrzątku dreptała w tę i z powrotem, by zrobić wnukom herbate. Zatęskniłam bardzo. Małowmówna, nie pamietam jej głosu, nie pamietam żadnych opowieści, pamietam ją milczącą i spokojną. Pamiętam stół przykryty ceratą i krzesła za którymi się chowałam kiedy babcia wracała z kuchni, a ona udawała, że mnie nie widzi i szuka. Zupełnie tak samo robi Wesołka, nie tylko swojej babci. Co wieczór po wyjściu z łazienki biegnie do pokoju, M. bierze ją na ręce, kiedy ta piszcząc ucieka przed Azarem. Hałas na cały blok, co wieczór ta sama radocha :) Kiedy docieram za nimi, Wesołki już nie ma, leży schowana pod kołdrą, a ja udaje, że jej szukam. Ciekawe czy to zapamieta?
Niedługo ten rytułał ulegnie modyfikacji, zmieni sie miejsce akcji i bohaterowie - dojdzie babcia, dziadek i wujcio wariatuncio. Ponad 4 miesiace u nich pomieszkamy, a w tym czasie powstanie nasze nowe szafirkowe królestwo. Za tydzień ma być początek przygody pt. budowa. Za tydzień z kawałkiem zaczyna się też inna przygoda - druga seria, mam nadzieję dokończymy z sukcesem to co przerwaliśmy.
Z chmur czy też z serca? .... w  chmurach i w sercu Wyjątkowy czuwa.....

wtorek, 9 marca 2010

Wyniki

Wyników nadal nie ma.... trochę sie zirytowałam, wiec naskrobię maila do pani psor.

Gama

Musiałam jeszcze na chwilunię tutaj wpaść. Nie mogłabym pójśc spać i sie nie pochwalić, że znam cudowne miejsce. Miejsce spotkań cudownych kobiet z którymi tworzymy nieźlebrzmiącą gamę przecudownych nut!
Najlepsze jest to, że nikt tam nie ma wstępu i czujemy sie bezpieczne. tadam
Żeby nie było mało to dodam jeszcze, że dodaje mi to skrzydeł. Takie wspaniałe jest nasze forum sierpniowych mam.
to napisałam ja, nie jarząbek :)
na dziś wystarczy tego dodawania, bo jutro będę zminusowana od rana.

ps. dużo się teraz dzieje, ale wybacz pamiętniku nie mogę zapeszać, więc cicho sza.

wtorek, 2 marca 2010

To i owo na galowo ;)

Bywa się tu i ówdzie, najczęściej w pracy i w domu-swoim albo znajomych ;) no chyba, że M. zadzwoni ok. 13ej i powie, ze na 18tą idziemy na uroczystą gale w Dworze Artusa. No bo jak już gdzieś wyjść to na salony hehe. W związku z tym, że niektóre moje ubrania się skurczyły ;) już jakiś czas temu, trzeba było na szybko sobie coś kupić. Nie pójdę przecież w dźinach (choć byli i tacy), bo moja koleżanka z pracy dostałaby zawału ;) Czasu mało, oj mało, wizja stresu w przebieralni krążyła nade mną do końca pracy, a jak nic nie znajdę? Albo znajdę tylko nie w swoim rozmiarze? No ale spoko loko luz i spontan, damy radę.


Druga babcia zamówiona na wieczór (Wesołka szczęśliwa) przybyła wcześniej żebym miała szansę odziać się jak należy. Druga babcia w tym sensie, że tego dnia jako druga będzie towarzyszyć Wesołce, bo tak to ona zdecydowanie wysuwa się na pierwsze miejsce wśród babć :D

W pobliżu tylko jeden sklep, w którym mogłabym ewentualnie coś znaleźć, na dalsze wyprawy do galerii czasu za mało, ale w tym jednym się udało. W dodatku były przeceny i sobie lajsnęłam korale do kompletu, nawet Wesołka była koralami u mamy zaskoczona. No ale jak szaleć to szaleć, na fryzjera też nie pożałowałam. Szału w 30 minut nie zrobi się na głowie, ale ja to nawet w godzinę bym tego nie zrobiła co fryzjerka w 15 min. ;) No to byłam gotowa na pokazanie się wśród elity. Gala rozdania Złotych i Srebrnych Karet, Kryształowego Serduszka i Aniołów stała przede mną otworem. Do wczoraj nie miałam pojęcia, że takie honorowe nagrody są przyznawane przez czytelników jednego z naszych regionalnych dzienników, a to już 16 raz. Jaki to człowiek nieświadomy żyje to szok. Nie żeby ta świadomość bardzo odmieniła moje życie, ale poczułam, że może powinnam bardziej się interesować życiem regionu? przecież ja nawet nie czytam tego Dziennika! O różnych ważniejszych wydarzeniach jak np. postępy w sprawie budowy mostu dowiaduje się od rodziny czy znajomych. Ktoś mógłby powiedzieć, że to wstyd...Pewnie i wstyd, ale mi ten wstyd nie przeszkadza. Inne mam priorytety w życiu. Jeden z nich właśnie zagląda mi przez ramię i udaje, że jest pieskiem. Kto wie może w przyszłości będzie bardziej ode mnie interesować się takimi sprawami i będzie moim informatorem? a ja spokojnie będę mogła się zajmować swoimi kwiatkami w ogrodzie albo pisać na forum :D

Ale ja nie o tym chciałam, na takie zmiany przyjdzie jeszcze czas, albo i nie. Teraz ważniejsze jest to co się wydarzyło po gali, w trakcie występu Atrakcyjnego Kazimierza. Piosenki AK posiadają teksty o specyficznym humorze, taka drobna satyra. Nigdy nie byłam wielką fanką, ale jak posłuchałam ich na żywo to przez chwile byłam nawet. No może nie wielką, Garou możesz spać spokojnie;) ale ubawiliśmy się razem z M. na ich występie. Nie przeszkadzała mi nawet sztywna widownia. Miski nam się uśmiechały, a nogi same rytm wybijały. Przypomniały mi się młodzieńcze lata, czyli nie tak odległe, no ale jednak nie tak bliskie. Przebudziła się w środku tęsknota za tamtymi latami, za wolnością i szaleństwem. W pewnym momencie ocknęła się też moja przeogromna tęsknota za Wyjątkowym, poczułam ogromny smutek. Tak nagle, że nie byłam na to gotowa, wielki skok z radości i zadowolenia w przeogromny smutek. Całe szczęście znalazłam w sobie tyle siły by wrócić do normy i jakoś spędzić resztę wieczoru. Ehhh tęsknoto przeogromna nie opuszczaj mnie, ale proszę nie nachodź tak z nienadzka.

poniedziałek, 22 lutego 2010

którędy pójść?

Którą wybrać z dróg?
Niczym słowa piosenki brzmią te słowa od ... no ponad tygodnia w sumie, w mojej biednej głowie. Głowa biedna, bo odpowiedziec nie potrafi i słowa te dalej ją gnębią i gnębią. Ba nawet czuję jakis dziwny nacisk, żeby sie śpieszyć, ale jak wiadomo pośpiech jest złym doradcą, więc staram się wrzucić mniejszy bieg. Wyjazd dwudniowy niewiele pomógł, choć na to liczyłam. A może pomógł jeno ja jeszcze o tym nie wiem? W końcu do paru wniosków istotnych doszłam: wiem, że chciałabym, a boję się ;) Wiem, że nie powinnam zrezygnować tylko wybrać i działać.
W które drzwi wejść? żeby dobrze na tym wyjść ;) Jedne z tych drzwi otworzyły sie szerzej w niedzielny poranek, promienie słońca obudziły moją biedną głowę i troszke jej rozjaśniły, chwilowo niestety.
Na pewno droga ta nie będzie łatwa, ani jedna ani druga. No tak bo są dwie drogi, które prowadzą do kolejnego Przeogromnego Szczęścia. Każda z nich będzie sie wydawała długa w swej niepewności i niecierpliwości. Powiedzmy, że znam je obie, jedną lepiej, drugą gorzej.... może Nasz Drugi - Wyjątkowy mi  podpowie jakoś?
Halo najwyższy czas omówić sprawę dokładnie z moim M, w końcu to on zaczął ten temat i jest jakby niezbędny w obu przypadkach :)

Kciuki i modły mile widziane.

środa, 10 lutego 2010

Pieści moje uszy....



Ten głos pieści moje uszy, rozpływa sie upojnie w mojej głowie... (szkoda, że nie osobiście;) )
mam małego bzika na jego punkcie, no dobra dużego bzika :)
Dziś ukoił moje nerwy, obniżył ciśnienie, które podnieśli mi w sądzie.
W szafirkowej sprawie doszło kolejne "ale" i skutecznie opóźnia nasze działanie.
Takie duże "ale" z powodu braku małych chęci.
Nic to Garnek- śpiewaj!

wtorek, 9 lutego 2010

szklanka do połowy pusta, czy pełna?

Cieszyć się z tego co było?
Czy smucić z tego, że już nie ma?

Od listopada codziennie mamy swoją rocznicę, rok temu jeszcze byłeś, cieszyłam się z Twojej obecności.
Codziennie prawie myślę sobie, rok temu to, rok temu tamto.... Cieszę się, że byłeś.... mogło Cię przecież w ogóle nie być.... dzięki temu, że byłeś poznałam parę niesamowicie niesamowitych kobiet. Na razie tylko wirtualnie, ale mimo to i tak jestem o wiele bogatsza. Zakładam oczywiście, że nie cierpiałeś... bo jeśli tak to nic nie jest tego warte.
Prawda jest taka, że życie trzeba brać takim jakie jest, nie mamy wyjścia. Pewnych rzeczy nie zmienimy i nie na wszystko mamy wpływ. Tak więc żyję dalej. Staram sie cieszyć z każdego dnia, choć są to dni bez Ciebie, bez Twojego uśmieszku, głosiku i postępów w rozwoju.... Staram się, ciągle się staram, czasem już nawet to jakoś samo wychodzi.
Czyli co, trzeba sie cieszyć z tego co było i z tego co jest. Wspominać radośnie i raczej tylko te dobre chwile....
Dziś mi wyszło, że szklanka do połowy pełna :) takich dni jak najwięcej i sobie i wszystkim dookoła życzę!

Poza tym mamy nasz największy Skarb- Wesołkę, z nią to czasami z tej szklanki, aż się wylewa :)

poniedziałek, 8 lutego 2010

łyżwianie :) - niezapomniana niedziela

Wczoraj Wesołko pierwszy raz miałaś okazję jeździć na łyżwach, o przepraszam drugi! Własnie sie natknęłam na zdjęcie sprzed 5 lat, mieszkałaś w moim brzuszku, więc jeździłaś razem ze mną. Wczoraj samodzielnie pierwszy raz z łyżwami na swoich nogach :) Od wczoraj ciagle zadaję sobie pytanie, dlaczego tak długo to odwlekalismy, bo przecież Ty łyżwianie masz we krwi....

Tutaj u mamusi razem z tatusiem :)
















Niedziela, jedna z lepszych od dłuższego czasu, nabrałam sił, bo to jest to co lubię robić. Tymbardziej sie się ciesze, że Tobie też się spodobało.
Będziemy sobie jeździć tak często jak tylko się da, przy sprzyjających warunkach zdrowotnych przynajmniej raz na weeekend. Jakie to szczęście, że moje rzs oszczędziło mi nogi, nadgarstek może sobie być sztywny ile chce, mam go w nosie :P

To wielka frajda tak patrzeć na Ciebie kiedy przebierasz swoimi małymi nożkami w tak zgrabny sposób :)




Wesołka jako łyżwiarka :)
Fajnie jest mieć wspólną pasję.












Po powrocie do domu oświadczyłaś wesoło naszemu Azarkowi, że połyżwiałaś na łyżwach :)

sobota, 6 lutego 2010

6 luty 2010- pół roku

Pół roku minęło odkąd odszedłeś,
pozostał jednak po Tobie trwały ślad,
we mnie,
zmieniłeś mój świat...

Zapalam Ci światełko,
niech świeci dla Ciebie,
tak jak Ty świecisz dla mnie
na niebie
Gwiazdeczko mała....
Kochany syneczku
Na zawsze w moim sercu.

niedziela, 31 stycznia 2010

weterynarz od piesków / kończymy styczeń

Styczeń 2010 za chwilkę stanie sie historią.
w sumie nic konkretnego sie w nim nie wydarzyło, więc tęsknić za nim nie będę.
prace prawie zmieniłam, ale tylko prawie...czy to słuszna decyzja- okaże sie po czasie.
wyników jeszcze nie znamy, co mnie trochę niepokoi, bo muszą coś tam powtórzyć, ale dlaczego nie wiem.
szafirkowe sprawy tylko lekko drgnęły do przodu, ale ważne, że drgnęły. tegoroczna zima i tak skutecznie by nas przystopowała.

Wesołko postanowiłaś, że zostaniesz weterynarzem od piesków,
już zaczęłaś swoją praktykę, nasz labek ma ciężkie życie ostatnio ;)
na szczęście ma się gdzie schować i wtedy zajmujesz sie pluszowymi psiakami :D
nie wszyscy weterynarze urządzają przyjęcia urodzinowe swoim psiakom - będziesz wyjątkowa :)
a tak stworzyłaś z kartki swojego przyjaciela- Azara

środa, 27 stycznia 2010

dzidziusiowy dylemat

Wczoraj Wesołka zasnęła ze swoimi wszystkimi lalkami bobasami i niechcący pomogła mi tym rozstrzygnąć mój dylemat: czy wybrać się do znajomych, którym niedawno urodził się synek.

Zastanawiałam się czy nie będzie to dla niej zbyt trudne, bo jak wiadomo często wspomina o dzidzi. Bałam się, że będzie jej po takiej wizycie jeszcze bardziej brakowało maluszka.... Myśli mi wirowały rożne. aż olśnienie przyszło- czy przypadkiem nie przesadzam. Dotarło do mnie, że to bardziej mnie dotyczy, bo ona bawi sie lalkami i obcuje w ten sposób z dzidzią codziennie. prawdziwy maluszek pewnie będzie dla niej jeszcze większą radością? To ja muszę się zmierzyć i w końcu przełamać swoje opory.

pocałunki Śnieżynka

Gdy pada śnieg ślesz mi swoje pocałunki Śnieżynku
wyglądam za nimi tej zimy
Dziś wyjątkowo duże i spokojne śniegu płatki
niczym bławatki...

Szkoda, że nie możemy inaczej...
****************************************

wtorek, 26 stycznia 2010

przeniesiony- pół roku 2010-01-26 15:46:12

za dwa dni skończyłbyś pół roczku


za dwa dni dzwonie do Warszawy, sprawdzić czy są juz wyniki Wesołki

specjalnie wybieram ten dzień. wiem, ze nie da się już nic zrobić. albo wynik będzie pozytywny, albo negatywny

albo go jeszcze nie będzie, ale czuję, że tego dnia jestem gotowa usłyszeć każdą wersję.

nieukrywam, że tylko jedna z nich jest moją wymarzoną. od dawna o niczym tak nie marzę jak o tym by Twoja siostra była wolna od mutacji genu DHCR7- tej mutacji :(

przeniesiony- dzień babci 2010-01-21 17:42:46

pamiętam dzień babci 6 lat temu, ależ ten czas leci. pamietam dobrze, choć moich babć juz nie było.... tamten dzień babci miał być wyjątkowy, bo chciałam tego dnia oświadczyć dobrą nowinę świeżo upieczonej babci :)


19 stycznia byłam na usg potwierdzającym Twoje istnienie Wesołko, no nie udało nam się Ciebie znaleźć (bo za szybko na to było jeszcze), wiec życzeń wtedy babci-mamie nie złożyłam. dopiero 26 stycznia udało sie odkryć fasolkę... niecierpliwie na to czekałam i byłam bardzo, bardzo szczęśliwa. nie wiedziałam co mnie, nas czeka, jak to jest być w ciąży, jak to jest być rodziną i odpowiadac za drugiego malutkiego człowieczka. nie miałam pojęcia jaka Ty będziesz..... co tu dużo pisac, niewiele wiedziałam, jedynie tylko, że rośniesz w moim łonie. tamte dwa badania pamietam jakby to było wczoraj i na pewno będę je pamietać do końca. wszystko pamietam, cały Twój początek -17 stycznia sprawdziłam na teście ciążowym i pojawiły sie dwie wyraźne kreseczki i od tamtej pory przykładasz się do tworzenia naszej krainy- za co bardzo Ci dziękuję. nie da się wyrazić jakie to szczęście mieć Ciebie- Wesołko kochana.


ciekawe kiedy Ty sprawisz, że zostanę babcią ? ;P

przeniesiony- dzidzia 2010-01-20 16:51:14

"Mamo smutno mi, ze nie mamy tej dzidzi....."


"Mamo tak sie cieszyłam, że dzidzia będzie z nami, że też musiała zachorować
udawaj, ze to Ty urodziłas tą babyborn (lalkę)...."

Twoje słowa Wesołko, wciąż wracasz ... bo pamiętasz, bo tak czekałaś na swoje rodzeństwo. Wiem, ze byłabyś super siostrą
tymbardziej mi smutno, że tak sie stało- wciąż tego nie potrafię zrozumieć i przestać tęsknić
tęsknić pewnie nie przestanę
a i nigdy nie zrozumiem
gdybym miała czarodziejska różdźkę
ach nie tylko to bym zmieniła.....

przeniesiony- świątecznie 2009-12-25 17:04:08

Wigilia już za nami, Boże Narodzenie lada moment się skończy
nastrój świąteczny? trochę nie bardzo
pogoda też nie świąteczna, nie ma płatków śniegu, tylko deszcz
więc ja się wysilać na nastroje żadne nie będę..
byłoby zupełnie inaczej gdyby...

Choinka w tym roku ma zupełnie inne znaczenie
choinka jest mniej ważna dla mnie, ważne jest co pod nią.
zamieszkał pod nią aniołek, Nasz Aniołek
i lampki mu świecą niczym gwiazdeczki.
Ciekawe co Nasz Aniołek teraz porabia,
mam nadzieje, że jest radosny i szczęśliwy
choć nie z nami.







Święta w tym roku mają zupełnie inne znaczenie
nie są tak radosne, bo tęsknię
wiem, że czasu nie cofnę i nic nie zmienię,
że trzeba żyć dalej, bo skoro my tutaj z tej strony jesteśmy

wiem, ale

czasem czuję się rozdarta, bo nie sposób nie myśleć i nie zastanawiać się jaki byś był...

Nie ma Cię z nami ciałem, ale czuję, że duchem przy mnie trwasz,
mój kochany.
Tylko pamietaj, żeby bawić się tam u góry i dużo śmiać,
wtedy ja też będę radośniejsza.

Mam nadzieję, że jesteś tam u góry takim samym Wesołkiem jak Twoja siostra tutaj.

********************************************************************

Wesołko dla Ciebie też te Święta były troszkę inne, ale to dlatego, ze jesteś coraz starsza.

Za rok będzie też inaczej, tak czasem się zastanawiam jak to będzie za rok.

Mam Ci tyle do opowiedzenia, myśle, że za jakiś czas wspólnie pooglądamy zdjęcia i filmiki i wtedy Ci trochę poopowiadam.

może ustanowimy taką tradycję, ze w Święta oglądamy zdjęcia z całego roku?

przeniesiony- Nowy Rok 2010-01-06 21:26:20

Sześć dni Nowego Roku zleciało, sześć dni bez Ciebie Drugi Nasz
za chwilę zlecą kolejne i kolejne....
tymczasem pusto dalej
tęskno dalej
codzienność nas pożera
praca i obowiązki zabierają nam cenny czas


jutro mam rozmowę w sprawie nowej pracy

no i nie mam weny do pisania na powyższy temat, bo to mało istotne akurat teraz,
choć dla kogoś bez pracy byłoby to bardzo istotne.

Wesołko coraz piękniej rysujesz i uwielbiam kiedy tak brykasz,
skaczesz, śpiewasz, śmiejesz się bądź poważnie o czymś ze mną rozmawiasz
tylko ostatnio dużo też marudzisz, ale nie szkodzi, takie Twoje prawo póki co :)

dziś w nocy pewnie znowu mnie zawołasz, choć co wieczór obiecujesz, że juz więcej tego nie zrobisz :)
no ale co ja mam innego do roboty, do Naszego Drugiego wstawać nie muszę, więc korzystajmy obie...

przeniesiony- doba za krótka 2009-12-17 20:40:07

jakoś tak doba zrobiła się za krótka, na dworze szybko robi się ciemno i gdyby nie fakt, że do pracy mam rzut beretem, wracałabym po ciemku... teraz napadało trochę śniegu i jest lekko jasniej. mróz i śnieg, zgrzyt pod butami, pod kołami, fajnie, byle do Świąt go trochę zostało....


nie mam czasu na siedzenie przy komputerze, teraz po pracy Wesołka zaraz domaga się mojego towarzystwa, grywamy w grę, którą przyniósł jej Sw. Mkołaj. fajnie. poza tym w pracy bite 8h przed kompem skutecznie mnie zniechęca do odpalenia własnego domowego. choć tęskno do ..... tęskno do rozmów, do przyjaciół, którzy dzielnie mnie wspierali, byli przy mnie, przy nas... tęsknno do prywatnego F.

wczoraj miałam dzień z rodzaju masakrycznych, po nieprzespanej nocce, płacz sam się wydobywał na światło dzienne. rano w pracy łzy same leciały i nie chciały przestać, dobrze, że ciemno było i nikt nie zapytał co się stało, bo bym wybuchła płaczem. a tak, szybko zabrałam sie za odwrócenie swojej uwagi i skupienie sie na jakichś wiadomościach na onecie i przeszło.

zdecydowanie doba jest za krótka, po nowy tusz kolorowy wybieram sie juz od poniedziału i dojśc nie moge, ale trzeba będzie, bo drukarka zupełnie unieruchomiona... a tymczasem zakupy świateczne nie poczynione, brak choinki - jednym słowem kompletny brak organizacji... ale ja żyję tym co po Świętach, przepraszam, że tak mam, chciałabym inaczej, ale być może juz po Świętach poznam werdytkt mający znaczenie dla Wesołki i dla nas. o tym myślę i mam nadzieje, że łzy szczęścia się pojawią...

przeniesiony- fragmenty maila 2009-12-15 22:14:44

"...jesli chodzi o pracę to tak, pracuję, nawet mi do głowy nie przyszło, że może być inaczej. przejście na rentę jakoś mi nie w głowie... wiesz ... niespecjalnie myslę pod tym względem o tym co będzie, tak lepiej. nigdy nie wiadomo co nas w życiu czeka i staram sie żyć chwilą obecną, ewentualnie tydzień, dwa na przód :) polecam takie podejscie, bo inaczej można się podłamać z tą chorobą............ja na początku też nie miałam aż tak typowych objawów ....................
przy małej J. było mi cięzko, bo bolały mnie palce, ramiona, kolana i pięty - spacery z nią były koszmarem, przewijanie tez, zreszta co ja mówie, ubieranie siebie czy okrycie się własną kołdrą sprawiało duży ból. J. nie była przeze mnie za bardzo noszona, musiałam sobie radzic inaczej, jakos łatwo przyszło przyzwyczajenie, że mama nie nosi, tylko sadza na kolano i przytula. śmieszne to, ale niedawno wziełam ją na ręce żeby coś pokazac i tak sobie pomyślałam, kurcze może teraz ją troche ponoszę- żeby wynagrodzić przeszłość, bardziej sobie, bo ją noszenie juz teraz mniej interesuje hihi. nawet schodząc z nią po schodach, kiedy już schodziła na własnych nogach wiedziała, że tylko za jedną rękę mamę można trzymać. tak szła i powtarzała, że druga chora i boli, ale weźmiesz tabletkę i Ci przejdzie, prawda? tak, kochanie, przejdzie... odpowiadałam zaciskając zęby hmmm no nie było łatwo, ale warto było sie pomęczyć - tak nawiązuję, do Twojej chęci na drugie dziecko.

z rzs jest tak, że u kazdego moze przebiegać inaczej, komuś jedne leki pomogą szybko, na kogos innego nie zadziałają wcale. moja reumatolog wysyłała mnie na różne badania żeby wykluczyć mozliwe stany zapalne, bo one potęgują objawy... nikt nic nie stwierdził, a ręka jak napitalała to poezja. czasem można sie poczuć zupełnie bezradnym, ale zawsze warto próbować, przede wszystkim warto próbować żyć normalnie, nie dać się tej chorobie.

stawy teraz mnie pobolewają, można przywyknąć, po ostrym bólu nadgarstka przez ponad 2 lata, teraz nie zwracam na pobolewanie uwagi. ręce mam słabsze, jestem jak to sie mowi"niezgrabna" bo np jedzenie sztućcami zgodnie z etykietą mi nie wychodzi:) nie jestem w stanie obsłużyć lewą reką widelca. nadgarstek jest sztywny i choc upierdliwe to jest, to ja się cieszę, że to lewa ręka, a nie prawa. nauczyłam się doceniac to co mam, ale po drodze nie było łatwo. doskonale Cię rozumiem, rzs to też choroba duszy. dla mnie najlepszym przedmiotem w szkole był zawsze wf, nie rozumiałam dziewczyn, które go nie lubiły.... kiedy zachorowałam poczułam się uwięziona we własnym ciele i często myślałam sobie: jak dobrze, że nie związałam swojego życia zawodowego ze sportem np. bo byłabym juz wyoutowana zupełnie. ograniczenie ruchowe bardzo dokuczało, szczegolnie na początku i bardzo to wpłynęło na moją psychikę. z perspektywy czasu mogę Ci napisac, że nastawienie psychiczne w tej chorobie też jest bardzo ważne. życzę Ci abyś szybciej niż ja osiągnęła stan spokoju i "zaprzyjaźnienia się" z rzs. nie warto tracic czasu na doły, bo one i tak nie cofną czasu, wiem łatwo pisać, gorzej zrobić. życzę Ci abyś szybko do tego doszła. jesli rzs sie potwierdzi...."

przeniesiony- śnieżynek 2009-12-14 20:53:10

wczoraj wieczorem spadł pierwszy śnieg, dziś rano jeszcze leżał, zdążyłaś na balkonie ulepić małego bałwanka

a teraz leżą gdzieniegdzie skrawki bieli, reszta znowu brudna

mam nadzieje, że niedługo napada znowu troszkę...

Śnieżynką został nazwany Nasz Drugi - w szpitalu- bo był tak samo delikatny i biały, a jego życie topniało.
jednak on nadal trwa w naszych sercach i pamięci
za to śniegu niedługo znowu napada.

przeniesiony- nowy rozdział 2009-12-12 11:25:23

Mam wrażenie, że rozpoczął sie nowy rozdział w moim życiu. zrozumiałam, że mogę zacznąć żyć normalnie, cieszyć się codziennością i nie będzie to wcale oznaczć, że mniej pamietam o Tobie, Drugi mój. mam nadzieje, że w końcu to do mnie dotarło tak na prawdę.


Dziś sobota, normalny dzień, jeszcze tak niedawno oznaczał kolejny tydzień Twojego życia w moim łonie. teraz sobota jest sobotą, dniem wolnym od pracy, tamte soboty odeszły bezpowrotnie, ale nie Ty, Ty jestes w moim serduchu na zawsze.

Wesołko od niedawna zaczęłaś przychodzić do naszego łóżka w nocy i mimo, iż mniejsca dużo mniej, bo zabierasz ze sobą cały swój majdan- lale, misie i co tam jeszcze Twoja malutka rączka dźwignie :), to i tak to lubię. fajnie tak się z Tobą śpi, czuje się Twoje ciepełko i słyszy równy, spokojny oddech.... tak jest dobrze, szkoda, że kiedyś z tego wyrośniesz.

Za chwilę jedziemy do babci na rubinkowo, tam zostaniesz i będziesz jak zwykle z babcią dokazywać i bawić się świetnie, a my z tatą poszukamy nowego dywanu do Twojego pokoju.

przeniesiony- (*)- dla Aniołków 2009-12-11 22:35:30

6 grudnia mam za sobą, rok temu testowałam i byłam szczęśliwa, a jednocześnie trochę przerażona. W tym roku byłam na cmentarzu i Drugi „dostał” piękny znicz Mikołajkowy. Czasem się zastanawiam czy nie przesadzam, przecież dla Drugiego to pewnie mało istotne jest. No tak, ja po prostu chcę aby w miejscu pamięci było ładnie i zadbanie, jest mi wtedy lżej. Przecież to nie szkodzi, prawda? Nie robię tego na pokaz, tylko dlatego, że tak czuję, że jest mi lepiej, że cokolwiek mogę zrobić „dla Drugiego” a to nie tak miało być .... nie miałam jeździć na cmentarz, tylko na spacery wózkiem...

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, święta rodzinne, czas prezentów. W zeszłym roku miałam już jeden dla Drugiego, też nie mogłam się powstrzymać, bo tak czułam, że będzie mu się podobać, że będzie lubił się nim bawić... zamiast Drugiego będzie się nim bawić ktoś inny, nazywam go czasem brat astralny. Teraz już nic dla Drugiego nie wynajdę w sklepie, już mnie nie najdzie. Nic oprócz znicza i kwiatków.

Wesołka nieświadoma jeszcze tego co się niedawno wydarzyło, powiedziała, że chciałaby mieć siostrę. Tak po prostu rzuciła przed snem... a ja nadal nie wiem... zwyczajnie się boję...boję się chorób, jakie potencjalnie mogłyby zagrażać, że mogłoby się znowu coś wydarzyć nie tak. Czy mi przejdzie? Wesołka też ma drobne problemy ze zdrówkiem, ale one są do przejścia – mam nadzieję.



********************************************************
Wczoraj grono aniołków powiększyła jedna mała, śliczna dziewczynka. Tak nagle zachorowała, bardzo szybko się to potoczyło, zbyt szybko by miała jakieś szanse. Nie dożyła swoich czwartych urodzinek.
Tak było, jest i pewnie będzie, niestety, ale w moim odczuciu jest to bardzo niesprawiedliwe.


Śpij w spokoju Amelko (*)

przeniesiony- od jutra inaczej 2009-12-11 22:48:34

Od jutra będę Wam - Wesołko i Drugi nasz przeogromnie kochany- opowiadać o Nas, kiedyś Wesołka to pewnie przeczyta ....

przeniesiony- miało być 2009-12-05 10:30:11

tendencja zwyżkowa powoli zanika, znowu nachodzą mnie smęty


kurcze czyżby moje przefarbowanie włosów nie działało? przyciemniłam je, co by w środku zrobiło mi sie jaśniej

halo miało być jaśniej...

moze to przez tą pogodę? może przez zbliżającą sie rocznicę zrobienia testu?

a może tak to już będzie przez jakiś czas jeszcze?

Wesołka bawi sie w swoim pokoju, śpiewa i gada do zabawek. fajnie ma i ja mam fajnie z nią.
Wesołka ma swoją dzidzię, a jeszcze niedawno lalki wogóle jej nie interesowały.
teraz sie opiekuję niczym młoda mamusia, nawet o spacerze ze względu na dzidzię pomyśli.


pytanie, jakby było gdyby, znowu krąży niczym krążownik.

muszę je odpędzić,

no w garść się wziąść trzeba.

sie wezmę, się wezmę, sie wezmę

jest dobrze, jest dobrze, jest dobrze

przeniesiony- jeden telefon 2009-11-25 16:55:51

jeden telefon, a znaczy tak wiele...


Od wczoraj jest mi ciężko i ciągle chce mi się ryczeć. Kurde nawet napisać o tym jest mi ciężko.

Rok 2008 listopad -był już z nami nasz Drugi, zaczynał rosnąć sobie w środku. Rok 2008 październik- mieliśmy jeszcze zupełnie inne plany – adopcja. Po kolejnym spotkaniu w ośrodku – już piątym, wszystko odwróciło się o 180 stopni. Do tego właśnie piątego spotkania wszystko przebiegało sprawnie i miło, zostałoby nam jeszcze 2 czy 3 spotkania i czekalibyśmy na kwalifikacje,a potem na dziecko. Jaka ja byłam szczęśliwa na samą myśl, to wręcz nieprawdopodobne. Jak się okazało na tym ostatnim spotkaniu mielibyśmy czekać dłużej niż inne pary. My nie cierpieliśmy na bezpłodność, a o naszych wadach w genach nie mieliśmy jeszcze pojęcia, dlatego bylibyśmy na końcu kolejki. Jakoś tak pani psycholog przekazała tę informację, że nas mocno zniechęciła. Generalnie sprawiała wrażenie, że jej się nie podobamy, nie podobała jej się nasza motywacja, ona nie rozumiała w ogóle jak możemy chcieć adoptować skoro możemy mieć swoje dzieci. Wyraźnie chciała nas zniechęcić, nawet swoim sposobem patrzenia na nas. Prawda jest taka, że dzieci przeznaczonych do adopcji jest mniej, niż par oczekujących. Wiedziałam o tym, ale dopiero po jej słowach poczułam się jak intruz, który wepchnie się komuś w kolejkę. Niestety.

Na drugi dzień po tym spotkaniu w OA miałam wizytę u ginekologa, w poczekalni kolejeczka jak zwykle, same ciężarne kobiety. Włączyło mi się światełko, a może faktycznie powinniśmy postarać się o swoje dziecko?? Światełko nie chciało zgasnąć przez kilka dni, potem zapaliło się jeszcze bardziej, bo wlazłam na forum ciężarnych kobiet, rozpaliło się wręcz do czerwoności. Hormony zrobiły swoje, postanowiliśmy działać do końca roku (dwa cykle) i zdać się na los. Niestety.

I tutaj moje myśli krążą jak opętane, bo ja tego zwyczajnie pojąć nie mogę. Los, przeznaczenie, przypadek? spowodował, że powołaliśmy do życia chore dziecko. Tak chore, że nie mogło z nami pozostać. Mój M. zastanawiał się czy to nie kara za to, że chcieliśmy adoptować? Ja z kolei zastanawiałam się przez chwile czy to dlatego, że zrezygnowaliśmy z adopcji?

Wracając do telefonu. Wczoraj zadzwoniła ta pani psycholog z OA po roku czasu z pytaniem czy coś się zmieniło w naszej motywacji. Tyle razy miałam ochotę do niej zadzwonić i zapytać, wykrzyczeć jej prosto w twarz: czy teraz nie będziemy już na końcu kolejki skoro każde nasze dziecko może się urodzić ciężko chore, czy teraz podobałaby się jej nasza motywacja... nie zrobiłam tego oczywiście... nie zapytałam jej też o to wczoraj, ale nie dlatego jest mi ciężko od tego telefonu...

przeniesiony- Wesołka lubi biegać 2009-11-21 21:33:21

Oj lubi biegać, lubi. Biega jak szalona kiedy tylko jest okazja, na spacerach, w domu wokół stolika, albo z kuchni do pokoju.


Wybrałyśmy się dziś razem na spacer z naszym psiakiem. Umawiałam się z Wesołką, że nie będzie biegania, bo się spoci i rozchoruje bardziej. Tiaa perspektywa powrotu do domu za rączkę nie zdziałała cudów. Wesołka biegała sobie swoim stałym zwyczajem nie zważając na moje słowa, tzn zważała na pół minuty. W końcu dałam sobie spokój, spacer ma być przyjemnością dla wszystkich, dla mnie też. dla psa był na pewno, bo znalazł puszkę po piwie i sobie z nią ganiał zadowolony. Tak więc wyjęłam aparat telefoniczny i nakręciłam krótki filmik ze spaceru. Szkoda, ze mało miejsca pamięci, bo lubię sobie za jakiś czas pooglądać poczynania Wesołki.

Oprócz biegania Wesołka lubi też skakać, grać w piłkę, rysować i uwielbia koniki tudzież kucyki...lubi psoty i figielki jak na Wesołkę przystało. Znam ją dobrze, i tak o to zmierzam znowu do jednego, a dokładnie do Naszego Drugiego. Nie wiem i nie będę wiedzieć co on by lubił? jaki by był? odważny czy ostrożny? wesoły czy poważny? szybki czy powolny? jak by się śmiał, jak mówił, jak chodził, jak patrzył.... nie wiem tego i wiedzieć nie będę. A wszystko przez ten cholerny enzym. Murek by sie teraz przydał...

przeniesiony- Tęsknię 2009-11-21 11:05:25

Dziś sobota, zleciał kolejny tydzień. Tydzień pracy, masy obowiązków i zadań, a jednak znajduje się miejsce i czas na tęsknotę i myśli. Cały tydzień nie byłam na cmentarzu, pewnie dlatego bardziej mnie doły dopadają.


W głowie nie zanika obraz mojej kruszynki tak fatalnie potraktowanej przez naturę. Brakuje mi Naszego Drugiego, brakuje mi tego, że Go nie wytuliłam, jedynie pogłaskałam po rączkach i nóżkach. Nie mogłam Go wziąć i ucałować, bo bałam się sprawić mu ból swoim dotykiem. Nawet nie przesiadywałam godzinami koło niego, to były krótkie chwile, bo ból rozsadzał mi klatkę piersiową i ramiona. Byłam za słaba, choć słyszałam od niektórych lekarzy czy położnych, że jestem Wielka... Pediatra próbowała pocieszać jak mogła. Tylko jedna położna usiadła obok mnie i objęła kiedy się rozpłakałam na pytanie jak się czuję. Żadne słowa nie oddałby tego jak się wtedy matka czuje...

Teraz chodzę do pracy i mimowolnie zastanawiam się co inni myślą, co można myśleć ... pewnie się dziwią, że ja tak szybko do pracy wróciłam, że się do nich uśmiecham na korytarzu. Jak to pozory mogą mylić...


Mam czasem chęć głową powalić w jakiś mur, sama nie wiem skąd to się wzięło. Jeszcze 2 m-ce temu miałam chęć wyskakiwać przez zamknięte okno, żeby zadać sobie większy ból fizyczny od tego cierpienia? Na szczęście rozsądek zwyciężał i jestem cała, tylko czasem się zastanawiam po co. mam dosyć tego świata, mam dosyć siebie. Jednak przywołuję się do porządku, bo przecież jest Wesołka, która mnie potrzebuje – pamiętam o niej i staram się jak mogę. Tylko te choroby wokół mnie przerażają....

przeniesiony- szafirki 2009-11-17 21:25:25

decyzja zapadła, podpisy złożone - działamy dalej.
jeśli dobrze pójdzie za rok będziemy w nowym domu....
mam nadzieje, że dobrze pójdzie i że nie będę tego żałować!

Będzie mi tam brakować Naszego Drugiego, ale tutaj jest trudniej bez niego.

przeniesiony- wiem jak to jest 2009-11-16 21:20:41

Natchnienie zazwyczaj nadchodzi wieczorem. Wczoraj cały późny wieczór mnie "gnębiło", ale podnieść się z łóżka było mi ciężko. Przydałoby się jakieś urządzenie rejestrujące myśli, nie umknęło by mi wtedy nic, a tak musze się teraz więcej produkować. Zawsze w niedziele dopada mnie największe natchnienie i nie pozwala zasnąć, a wiadomo w poniedziałek rano trzeba się z wyrka wcześnie zwlec i jest ból. Mały wycinek:


Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że takie silne traumatyczne przeżycia odbijają się na mózgu człowieka, no dobra nie wiem czy na każdym mózgu, na pewno na moim. Czuję się tak jakby miejsca na twardym dysku zrobiło się mniej, część danych gdzieś uciekła i procesor zrobił się za słaby. Z drugiej strony, jeśli zdałam sobie z tego sprawę to nie jest ze mną tak źle, prawda? Nazwałam to wybrakowaniem psychicznym. Dochodzi jeszcze wybrakowanie fizyczne, niestety moje stawy coraz bardziej dają o sobie znać, a niechęć do lekarzy nie mija. W tym przypadku nie ma co liczyć, że samo weszło, samo wyjdzie, ale jeszcze troszkę się połudzę. W końcu chodziłam prawie 3 lata do lekarza systematycznie, brałam przeróżne leki i nic to nie pomagało. Głupio by było gdyby teraz choroba postanowiła poszerzyć swoje pole działania, ale to już niestety nie zależy ode mnie.

Parę ładnych lat temu pracowałam z szefową, której mama chorowała na gościec, ogromnie współczułam tej kobiecie, bo skończyła na wózku. Nie wychodziła z domu zupełnie, nie rozumiałam jej wtedy. Byłam w szoku, bo mieszkałyśmy w blokach obok, a ja nie wiedziałam o jej istnieniu. Teraz rozumiem, bo wiem jak to jest.

Zawsze też powtarzałam, że największą tragedią jest stracić swoje dziecko. To jest największa tragedia i nigdy nie myślałam, że będzie dane mi to przeżyć. Niestety też wiem jak to jest.

Co jeszcze będę wiedzieć?

Akurat ta wiedza spowodowała we mnie największe spustoszenie, ale nie jest to jedyna wiedza z tego rodzaju. Nie warto wymieniać wszystkiego np. mojego ex, bo nie jest on nic wart.

Na szczeście, posiadam też inną wiedzę, równie przeogromną, ale jakże miłą -

wiem jak to jest:

kochać
lubić
doceniać
szaleć
mieć wspaniałych rodziców
mieć przy boku swojego mężczyznę, któremu potrafię ufać
mieć przyjaciół
mieć nadzieję - mam ją pomimo wszystko

przeniesiony- mielone 2009-11-15 17:19:01

Dziś pierwszy raz, urabiając mięso mielone na obiad, nie płakałam.


do tej pory łzy same leciały jak dzikie na myśl o tym, że Drugi nigdy nie posmakuje moich klopsów.

Czyli co, kolejny krok na przód? Oby.

przeniesiony- tak po prostu... 2009-11-15 12:55:03

Załozyłam bloga i spać w nocy przez to nie mogłam


tak więc Drogi Pamiętniku nie będziesz tylko smutny,
to dobra wiadomość, nie będę wpisywać tylko swoich rozpaczliwych smutków
bo bywa już teraz - po 3 miesiącach-
że potrafie się zaśmiać. rzadko, bo rzadko, ale jednak.
to dzięki niej, naszej Pierwszej, małej Wesołce. dzięki niej też wróciłam "do żywych"
przecież ona mnie potrzebuje, potrzebuje Mamy na chodzie, która ją nauczy tej Krainy....
Dbać o nią i chronić, powtarzam to sobie jak mantrę...
byłam w tak dużym dołku, ze nie myślałam o Wesołce tak jak powinnam.
działałam jak automat: ubieranie, podawanie jedzenia i chwilowa zabawa.... a moje myśli krążyły wokół jednego...byłam tak bardzo rozżalona i stęskniona za Naszym Drugim, że aż nieobecna..... teraz już lepiej potrafie wrócić na odpowiednie tory.

wiem, że rana nie zniknie, trzeba po prostu z nią żyć, żyć by dbać i chronić Naszą Wesołkę. z czasem może zacznę żyć by dbać o siebie.

Naszego Drugiego Przeogromnego Szczęścia nie ma z nami, bo nie zadziałał jakiś enzym tak jak powinien. ten enzym, a raczej jego brak spowodował, że Drugi był bardzo chory, wada letalna, liczne zmiany w budowie, o których ciężko nawet śnić w koszmarach - zespół SLO dopadł nasze dziecko.

w połowie ciąży lekarze zaczęli do nas mówić takie rzeczy, w które ciężko uwierzyć, przecież usg nie jest tak dokładne i lekarze często sie mylą chociażby w odczytywaniu płci dzieci.... u naszym przypadku jednak wszystko sie sprawdziło, z czym do tej pory ciężko się pogodzić. ale nie pytam DLACZEGO i nie pytałam, bo wiedziałam, że odpowiedzi nie usłyszę... dlaczego My.... tak sie po prostu zdarzyło... no niby tak po poprostu. tak zwyczajnie dzieją się rzeczy niezwyczajne i takie koszmarne...

przeniesiony -przywitanie 2009-11-14 12:07:07

Witaj drogi pamietniku

powstawałeś długo w mojej głowie
w końcu jesteś, by mi ulżyć.....

Rok temu się zaczęło....
były owocne starania o Drugie Szczęście Przeogromne,
które zakończyły sie sukcesem, znowu w pierwszym cyklu,
jednak po 9 m-cach nie było happy endu ....
Było 9 dni życia z góry skazanego na niepowodzenie....


Od tej pory moja kraina jest zupełnie inna, bardziej smutna niż wesoła
niedoopisania ból i żal wciąż przy mnie trwa - przeogromnie i stale.
trwam dzięki naszej 4-letniej Wesołce Przeogromnej,

a tęsknota za Drugim jest mniejsza przy jego "Puchatkowym" pomniczku.