witajcie w mojej krainie

w krainie matki doświadczonej ....


...mamy ANIOŁKA -Wyjątkowego 28.07.2009-06.08.2009...
... mamy Wesołki -SŁODKIEJ od 10.2010....







niedziela, 31 stycznia 2010

weterynarz od piesków / kończymy styczeń

Styczeń 2010 za chwilkę stanie sie historią.
w sumie nic konkretnego sie w nim nie wydarzyło, więc tęsknić za nim nie będę.
prace prawie zmieniłam, ale tylko prawie...czy to słuszna decyzja- okaże sie po czasie.
wyników jeszcze nie znamy, co mnie trochę niepokoi, bo muszą coś tam powtórzyć, ale dlaczego nie wiem.
szafirkowe sprawy tylko lekko drgnęły do przodu, ale ważne, że drgnęły. tegoroczna zima i tak skutecznie by nas przystopowała.

Wesołko postanowiłaś, że zostaniesz weterynarzem od piesków,
już zaczęłaś swoją praktykę, nasz labek ma ciężkie życie ostatnio ;)
na szczęście ma się gdzie schować i wtedy zajmujesz sie pluszowymi psiakami :D
nie wszyscy weterynarze urządzają przyjęcia urodzinowe swoim psiakom - będziesz wyjątkowa :)
a tak stworzyłaś z kartki swojego przyjaciela- Azara

środa, 27 stycznia 2010

dzidziusiowy dylemat

Wczoraj Wesołka zasnęła ze swoimi wszystkimi lalkami bobasami i niechcący pomogła mi tym rozstrzygnąć mój dylemat: czy wybrać się do znajomych, którym niedawno urodził się synek.

Zastanawiałam się czy nie będzie to dla niej zbyt trudne, bo jak wiadomo często wspomina o dzidzi. Bałam się, że będzie jej po takiej wizycie jeszcze bardziej brakowało maluszka.... Myśli mi wirowały rożne. aż olśnienie przyszło- czy przypadkiem nie przesadzam. Dotarło do mnie, że to bardziej mnie dotyczy, bo ona bawi sie lalkami i obcuje w ten sposób z dzidzią codziennie. prawdziwy maluszek pewnie będzie dla niej jeszcze większą radością? To ja muszę się zmierzyć i w końcu przełamać swoje opory.

pocałunki Śnieżynka

Gdy pada śnieg ślesz mi swoje pocałunki Śnieżynku
wyglądam za nimi tej zimy
Dziś wyjątkowo duże i spokojne śniegu płatki
niczym bławatki...

Szkoda, że nie możemy inaczej...
****************************************

wtorek, 26 stycznia 2010

przeniesiony- pół roku 2010-01-26 15:46:12

za dwa dni skończyłbyś pół roczku


za dwa dni dzwonie do Warszawy, sprawdzić czy są juz wyniki Wesołki

specjalnie wybieram ten dzień. wiem, ze nie da się już nic zrobić. albo wynik będzie pozytywny, albo negatywny

albo go jeszcze nie będzie, ale czuję, że tego dnia jestem gotowa usłyszeć każdą wersję.

nieukrywam, że tylko jedna z nich jest moją wymarzoną. od dawna o niczym tak nie marzę jak o tym by Twoja siostra była wolna od mutacji genu DHCR7- tej mutacji :(

przeniesiony- dzień babci 2010-01-21 17:42:46

pamiętam dzień babci 6 lat temu, ależ ten czas leci. pamietam dobrze, choć moich babć juz nie było.... tamten dzień babci miał być wyjątkowy, bo chciałam tego dnia oświadczyć dobrą nowinę świeżo upieczonej babci :)


19 stycznia byłam na usg potwierdzającym Twoje istnienie Wesołko, no nie udało nam się Ciebie znaleźć (bo za szybko na to było jeszcze), wiec życzeń wtedy babci-mamie nie złożyłam. dopiero 26 stycznia udało sie odkryć fasolkę... niecierpliwie na to czekałam i byłam bardzo, bardzo szczęśliwa. nie wiedziałam co mnie, nas czeka, jak to jest być w ciąży, jak to jest być rodziną i odpowiadac za drugiego malutkiego człowieczka. nie miałam pojęcia jaka Ty będziesz..... co tu dużo pisac, niewiele wiedziałam, jedynie tylko, że rośniesz w moim łonie. tamte dwa badania pamietam jakby to było wczoraj i na pewno będę je pamietać do końca. wszystko pamietam, cały Twój początek -17 stycznia sprawdziłam na teście ciążowym i pojawiły sie dwie wyraźne kreseczki i od tamtej pory przykładasz się do tworzenia naszej krainy- za co bardzo Ci dziękuję. nie da się wyrazić jakie to szczęście mieć Ciebie- Wesołko kochana.


ciekawe kiedy Ty sprawisz, że zostanę babcią ? ;P

przeniesiony- dzidzia 2010-01-20 16:51:14

"Mamo smutno mi, ze nie mamy tej dzidzi....."


"Mamo tak sie cieszyłam, że dzidzia będzie z nami, że też musiała zachorować
udawaj, ze to Ty urodziłas tą babyborn (lalkę)...."

Twoje słowa Wesołko, wciąż wracasz ... bo pamiętasz, bo tak czekałaś na swoje rodzeństwo. Wiem, ze byłabyś super siostrą
tymbardziej mi smutno, że tak sie stało- wciąż tego nie potrafię zrozumieć i przestać tęsknić
tęsknić pewnie nie przestanę
a i nigdy nie zrozumiem
gdybym miała czarodziejska różdźkę
ach nie tylko to bym zmieniła.....

przeniesiony- świątecznie 2009-12-25 17:04:08

Wigilia już za nami, Boże Narodzenie lada moment się skończy
nastrój świąteczny? trochę nie bardzo
pogoda też nie świąteczna, nie ma płatków śniegu, tylko deszcz
więc ja się wysilać na nastroje żadne nie będę..
byłoby zupełnie inaczej gdyby...

Choinka w tym roku ma zupełnie inne znaczenie
choinka jest mniej ważna dla mnie, ważne jest co pod nią.
zamieszkał pod nią aniołek, Nasz Aniołek
i lampki mu świecą niczym gwiazdeczki.
Ciekawe co Nasz Aniołek teraz porabia,
mam nadzieje, że jest radosny i szczęśliwy
choć nie z nami.







Święta w tym roku mają zupełnie inne znaczenie
nie są tak radosne, bo tęsknię
wiem, że czasu nie cofnę i nic nie zmienię,
że trzeba żyć dalej, bo skoro my tutaj z tej strony jesteśmy

wiem, ale

czasem czuję się rozdarta, bo nie sposób nie myśleć i nie zastanawiać się jaki byś był...

Nie ma Cię z nami ciałem, ale czuję, że duchem przy mnie trwasz,
mój kochany.
Tylko pamietaj, żeby bawić się tam u góry i dużo śmiać,
wtedy ja też będę radośniejsza.

Mam nadzieję, że jesteś tam u góry takim samym Wesołkiem jak Twoja siostra tutaj.

********************************************************************

Wesołko dla Ciebie też te Święta były troszkę inne, ale to dlatego, ze jesteś coraz starsza.

Za rok będzie też inaczej, tak czasem się zastanawiam jak to będzie za rok.

Mam Ci tyle do opowiedzenia, myśle, że za jakiś czas wspólnie pooglądamy zdjęcia i filmiki i wtedy Ci trochę poopowiadam.

może ustanowimy taką tradycję, ze w Święta oglądamy zdjęcia z całego roku?

przeniesiony- Nowy Rok 2010-01-06 21:26:20

Sześć dni Nowego Roku zleciało, sześć dni bez Ciebie Drugi Nasz
za chwilę zlecą kolejne i kolejne....
tymczasem pusto dalej
tęskno dalej
codzienność nas pożera
praca i obowiązki zabierają nam cenny czas


jutro mam rozmowę w sprawie nowej pracy

no i nie mam weny do pisania na powyższy temat, bo to mało istotne akurat teraz,
choć dla kogoś bez pracy byłoby to bardzo istotne.

Wesołko coraz piękniej rysujesz i uwielbiam kiedy tak brykasz,
skaczesz, śpiewasz, śmiejesz się bądź poważnie o czymś ze mną rozmawiasz
tylko ostatnio dużo też marudzisz, ale nie szkodzi, takie Twoje prawo póki co :)

dziś w nocy pewnie znowu mnie zawołasz, choć co wieczór obiecujesz, że juz więcej tego nie zrobisz :)
no ale co ja mam innego do roboty, do Naszego Drugiego wstawać nie muszę, więc korzystajmy obie...

przeniesiony- doba za krótka 2009-12-17 20:40:07

jakoś tak doba zrobiła się za krótka, na dworze szybko robi się ciemno i gdyby nie fakt, że do pracy mam rzut beretem, wracałabym po ciemku... teraz napadało trochę śniegu i jest lekko jasniej. mróz i śnieg, zgrzyt pod butami, pod kołami, fajnie, byle do Świąt go trochę zostało....


nie mam czasu na siedzenie przy komputerze, teraz po pracy Wesołka zaraz domaga się mojego towarzystwa, grywamy w grę, którą przyniósł jej Sw. Mkołaj. fajnie. poza tym w pracy bite 8h przed kompem skutecznie mnie zniechęca do odpalenia własnego domowego. choć tęskno do ..... tęskno do rozmów, do przyjaciół, którzy dzielnie mnie wspierali, byli przy mnie, przy nas... tęsknno do prywatnego F.

wczoraj miałam dzień z rodzaju masakrycznych, po nieprzespanej nocce, płacz sam się wydobywał na światło dzienne. rano w pracy łzy same leciały i nie chciały przestać, dobrze, że ciemno było i nikt nie zapytał co się stało, bo bym wybuchła płaczem. a tak, szybko zabrałam sie za odwrócenie swojej uwagi i skupienie sie na jakichś wiadomościach na onecie i przeszło.

zdecydowanie doba jest za krótka, po nowy tusz kolorowy wybieram sie juz od poniedziału i dojśc nie moge, ale trzeba będzie, bo drukarka zupełnie unieruchomiona... a tymczasem zakupy świateczne nie poczynione, brak choinki - jednym słowem kompletny brak organizacji... ale ja żyję tym co po Świętach, przepraszam, że tak mam, chciałabym inaczej, ale być może juz po Świętach poznam werdytkt mający znaczenie dla Wesołki i dla nas. o tym myślę i mam nadzieje, że łzy szczęścia się pojawią...

przeniesiony- fragmenty maila 2009-12-15 22:14:44

"...jesli chodzi o pracę to tak, pracuję, nawet mi do głowy nie przyszło, że może być inaczej. przejście na rentę jakoś mi nie w głowie... wiesz ... niespecjalnie myslę pod tym względem o tym co będzie, tak lepiej. nigdy nie wiadomo co nas w życiu czeka i staram sie żyć chwilą obecną, ewentualnie tydzień, dwa na przód :) polecam takie podejscie, bo inaczej można się podłamać z tą chorobą............ja na początku też nie miałam aż tak typowych objawów ....................
przy małej J. było mi cięzko, bo bolały mnie palce, ramiona, kolana i pięty - spacery z nią były koszmarem, przewijanie tez, zreszta co ja mówie, ubieranie siebie czy okrycie się własną kołdrą sprawiało duży ból. J. nie była przeze mnie za bardzo noszona, musiałam sobie radzic inaczej, jakos łatwo przyszło przyzwyczajenie, że mama nie nosi, tylko sadza na kolano i przytula. śmieszne to, ale niedawno wziełam ją na ręce żeby coś pokazac i tak sobie pomyślałam, kurcze może teraz ją troche ponoszę- żeby wynagrodzić przeszłość, bardziej sobie, bo ją noszenie juz teraz mniej interesuje hihi. nawet schodząc z nią po schodach, kiedy już schodziła na własnych nogach wiedziała, że tylko za jedną rękę mamę można trzymać. tak szła i powtarzała, że druga chora i boli, ale weźmiesz tabletkę i Ci przejdzie, prawda? tak, kochanie, przejdzie... odpowiadałam zaciskając zęby hmmm no nie było łatwo, ale warto było sie pomęczyć - tak nawiązuję, do Twojej chęci na drugie dziecko.

z rzs jest tak, że u kazdego moze przebiegać inaczej, komuś jedne leki pomogą szybko, na kogos innego nie zadziałają wcale. moja reumatolog wysyłała mnie na różne badania żeby wykluczyć mozliwe stany zapalne, bo one potęgują objawy... nikt nic nie stwierdził, a ręka jak napitalała to poezja. czasem można sie poczuć zupełnie bezradnym, ale zawsze warto próbować, przede wszystkim warto próbować żyć normalnie, nie dać się tej chorobie.

stawy teraz mnie pobolewają, można przywyknąć, po ostrym bólu nadgarstka przez ponad 2 lata, teraz nie zwracam na pobolewanie uwagi. ręce mam słabsze, jestem jak to sie mowi"niezgrabna" bo np jedzenie sztućcami zgodnie z etykietą mi nie wychodzi:) nie jestem w stanie obsłużyć lewą reką widelca. nadgarstek jest sztywny i choc upierdliwe to jest, to ja się cieszę, że to lewa ręka, a nie prawa. nauczyłam się doceniac to co mam, ale po drodze nie było łatwo. doskonale Cię rozumiem, rzs to też choroba duszy. dla mnie najlepszym przedmiotem w szkole był zawsze wf, nie rozumiałam dziewczyn, które go nie lubiły.... kiedy zachorowałam poczułam się uwięziona we własnym ciele i często myślałam sobie: jak dobrze, że nie związałam swojego życia zawodowego ze sportem np. bo byłabym juz wyoutowana zupełnie. ograniczenie ruchowe bardzo dokuczało, szczegolnie na początku i bardzo to wpłynęło na moją psychikę. z perspektywy czasu mogę Ci napisac, że nastawienie psychiczne w tej chorobie też jest bardzo ważne. życzę Ci abyś szybciej niż ja osiągnęła stan spokoju i "zaprzyjaźnienia się" z rzs. nie warto tracic czasu na doły, bo one i tak nie cofną czasu, wiem łatwo pisać, gorzej zrobić. życzę Ci abyś szybko do tego doszła. jesli rzs sie potwierdzi...."

przeniesiony- śnieżynek 2009-12-14 20:53:10

wczoraj wieczorem spadł pierwszy śnieg, dziś rano jeszcze leżał, zdążyłaś na balkonie ulepić małego bałwanka

a teraz leżą gdzieniegdzie skrawki bieli, reszta znowu brudna

mam nadzieje, że niedługo napada znowu troszkę...

Śnieżynką został nazwany Nasz Drugi - w szpitalu- bo był tak samo delikatny i biały, a jego życie topniało.
jednak on nadal trwa w naszych sercach i pamięci
za to śniegu niedługo znowu napada.

przeniesiony- nowy rozdział 2009-12-12 11:25:23

Mam wrażenie, że rozpoczął sie nowy rozdział w moim życiu. zrozumiałam, że mogę zacznąć żyć normalnie, cieszyć się codziennością i nie będzie to wcale oznaczć, że mniej pamietam o Tobie, Drugi mój. mam nadzieje, że w końcu to do mnie dotarło tak na prawdę.


Dziś sobota, normalny dzień, jeszcze tak niedawno oznaczał kolejny tydzień Twojego życia w moim łonie. teraz sobota jest sobotą, dniem wolnym od pracy, tamte soboty odeszły bezpowrotnie, ale nie Ty, Ty jestes w moim serduchu na zawsze.

Wesołko od niedawna zaczęłaś przychodzić do naszego łóżka w nocy i mimo, iż mniejsca dużo mniej, bo zabierasz ze sobą cały swój majdan- lale, misie i co tam jeszcze Twoja malutka rączka dźwignie :), to i tak to lubię. fajnie tak się z Tobą śpi, czuje się Twoje ciepełko i słyszy równy, spokojny oddech.... tak jest dobrze, szkoda, że kiedyś z tego wyrośniesz.

Za chwilę jedziemy do babci na rubinkowo, tam zostaniesz i będziesz jak zwykle z babcią dokazywać i bawić się świetnie, a my z tatą poszukamy nowego dywanu do Twojego pokoju.

przeniesiony- (*)- dla Aniołków 2009-12-11 22:35:30

6 grudnia mam za sobą, rok temu testowałam i byłam szczęśliwa, a jednocześnie trochę przerażona. W tym roku byłam na cmentarzu i Drugi „dostał” piękny znicz Mikołajkowy. Czasem się zastanawiam czy nie przesadzam, przecież dla Drugiego to pewnie mało istotne jest. No tak, ja po prostu chcę aby w miejscu pamięci było ładnie i zadbanie, jest mi wtedy lżej. Przecież to nie szkodzi, prawda? Nie robię tego na pokaz, tylko dlatego, że tak czuję, że jest mi lepiej, że cokolwiek mogę zrobić „dla Drugiego” a to nie tak miało być .... nie miałam jeździć na cmentarz, tylko na spacery wózkiem...

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, święta rodzinne, czas prezentów. W zeszłym roku miałam już jeden dla Drugiego, też nie mogłam się powstrzymać, bo tak czułam, że będzie mu się podobać, że będzie lubił się nim bawić... zamiast Drugiego będzie się nim bawić ktoś inny, nazywam go czasem brat astralny. Teraz już nic dla Drugiego nie wynajdę w sklepie, już mnie nie najdzie. Nic oprócz znicza i kwiatków.

Wesołka nieświadoma jeszcze tego co się niedawno wydarzyło, powiedziała, że chciałaby mieć siostrę. Tak po prostu rzuciła przed snem... a ja nadal nie wiem... zwyczajnie się boję...boję się chorób, jakie potencjalnie mogłyby zagrażać, że mogłoby się znowu coś wydarzyć nie tak. Czy mi przejdzie? Wesołka też ma drobne problemy ze zdrówkiem, ale one są do przejścia – mam nadzieję.



********************************************************
Wczoraj grono aniołków powiększyła jedna mała, śliczna dziewczynka. Tak nagle zachorowała, bardzo szybko się to potoczyło, zbyt szybko by miała jakieś szanse. Nie dożyła swoich czwartych urodzinek.
Tak było, jest i pewnie będzie, niestety, ale w moim odczuciu jest to bardzo niesprawiedliwe.


Śpij w spokoju Amelko (*)

przeniesiony- od jutra inaczej 2009-12-11 22:48:34

Od jutra będę Wam - Wesołko i Drugi nasz przeogromnie kochany- opowiadać o Nas, kiedyś Wesołka to pewnie przeczyta ....

przeniesiony- miało być 2009-12-05 10:30:11

tendencja zwyżkowa powoli zanika, znowu nachodzą mnie smęty


kurcze czyżby moje przefarbowanie włosów nie działało? przyciemniłam je, co by w środku zrobiło mi sie jaśniej

halo miało być jaśniej...

moze to przez tą pogodę? może przez zbliżającą sie rocznicę zrobienia testu?

a może tak to już będzie przez jakiś czas jeszcze?

Wesołka bawi sie w swoim pokoju, śpiewa i gada do zabawek. fajnie ma i ja mam fajnie z nią.
Wesołka ma swoją dzidzię, a jeszcze niedawno lalki wogóle jej nie interesowały.
teraz sie opiekuję niczym młoda mamusia, nawet o spacerze ze względu na dzidzię pomyśli.


pytanie, jakby było gdyby, znowu krąży niczym krążownik.

muszę je odpędzić,

no w garść się wziąść trzeba.

sie wezmę, się wezmę, sie wezmę

jest dobrze, jest dobrze, jest dobrze

przeniesiony- jeden telefon 2009-11-25 16:55:51

jeden telefon, a znaczy tak wiele...


Od wczoraj jest mi ciężko i ciągle chce mi się ryczeć. Kurde nawet napisać o tym jest mi ciężko.

Rok 2008 listopad -był już z nami nasz Drugi, zaczynał rosnąć sobie w środku. Rok 2008 październik- mieliśmy jeszcze zupełnie inne plany – adopcja. Po kolejnym spotkaniu w ośrodku – już piątym, wszystko odwróciło się o 180 stopni. Do tego właśnie piątego spotkania wszystko przebiegało sprawnie i miło, zostałoby nam jeszcze 2 czy 3 spotkania i czekalibyśmy na kwalifikacje,a potem na dziecko. Jaka ja byłam szczęśliwa na samą myśl, to wręcz nieprawdopodobne. Jak się okazało na tym ostatnim spotkaniu mielibyśmy czekać dłużej niż inne pary. My nie cierpieliśmy na bezpłodność, a o naszych wadach w genach nie mieliśmy jeszcze pojęcia, dlatego bylibyśmy na końcu kolejki. Jakoś tak pani psycholog przekazała tę informację, że nas mocno zniechęciła. Generalnie sprawiała wrażenie, że jej się nie podobamy, nie podobała jej się nasza motywacja, ona nie rozumiała w ogóle jak możemy chcieć adoptować skoro możemy mieć swoje dzieci. Wyraźnie chciała nas zniechęcić, nawet swoim sposobem patrzenia na nas. Prawda jest taka, że dzieci przeznaczonych do adopcji jest mniej, niż par oczekujących. Wiedziałam o tym, ale dopiero po jej słowach poczułam się jak intruz, który wepchnie się komuś w kolejkę. Niestety.

Na drugi dzień po tym spotkaniu w OA miałam wizytę u ginekologa, w poczekalni kolejeczka jak zwykle, same ciężarne kobiety. Włączyło mi się światełko, a może faktycznie powinniśmy postarać się o swoje dziecko?? Światełko nie chciało zgasnąć przez kilka dni, potem zapaliło się jeszcze bardziej, bo wlazłam na forum ciężarnych kobiet, rozpaliło się wręcz do czerwoności. Hormony zrobiły swoje, postanowiliśmy działać do końca roku (dwa cykle) i zdać się na los. Niestety.

I tutaj moje myśli krążą jak opętane, bo ja tego zwyczajnie pojąć nie mogę. Los, przeznaczenie, przypadek? spowodował, że powołaliśmy do życia chore dziecko. Tak chore, że nie mogło z nami pozostać. Mój M. zastanawiał się czy to nie kara za to, że chcieliśmy adoptować? Ja z kolei zastanawiałam się przez chwile czy to dlatego, że zrezygnowaliśmy z adopcji?

Wracając do telefonu. Wczoraj zadzwoniła ta pani psycholog z OA po roku czasu z pytaniem czy coś się zmieniło w naszej motywacji. Tyle razy miałam ochotę do niej zadzwonić i zapytać, wykrzyczeć jej prosto w twarz: czy teraz nie będziemy już na końcu kolejki skoro każde nasze dziecko może się urodzić ciężko chore, czy teraz podobałaby się jej nasza motywacja... nie zrobiłam tego oczywiście... nie zapytałam jej też o to wczoraj, ale nie dlatego jest mi ciężko od tego telefonu...

przeniesiony- Wesołka lubi biegać 2009-11-21 21:33:21

Oj lubi biegać, lubi. Biega jak szalona kiedy tylko jest okazja, na spacerach, w domu wokół stolika, albo z kuchni do pokoju.


Wybrałyśmy się dziś razem na spacer z naszym psiakiem. Umawiałam się z Wesołką, że nie będzie biegania, bo się spoci i rozchoruje bardziej. Tiaa perspektywa powrotu do domu za rączkę nie zdziałała cudów. Wesołka biegała sobie swoim stałym zwyczajem nie zważając na moje słowa, tzn zważała na pół minuty. W końcu dałam sobie spokój, spacer ma być przyjemnością dla wszystkich, dla mnie też. dla psa był na pewno, bo znalazł puszkę po piwie i sobie z nią ganiał zadowolony. Tak więc wyjęłam aparat telefoniczny i nakręciłam krótki filmik ze spaceru. Szkoda, ze mało miejsca pamięci, bo lubię sobie za jakiś czas pooglądać poczynania Wesołki.

Oprócz biegania Wesołka lubi też skakać, grać w piłkę, rysować i uwielbia koniki tudzież kucyki...lubi psoty i figielki jak na Wesołkę przystało. Znam ją dobrze, i tak o to zmierzam znowu do jednego, a dokładnie do Naszego Drugiego. Nie wiem i nie będę wiedzieć co on by lubił? jaki by był? odważny czy ostrożny? wesoły czy poważny? szybki czy powolny? jak by się śmiał, jak mówił, jak chodził, jak patrzył.... nie wiem tego i wiedzieć nie będę. A wszystko przez ten cholerny enzym. Murek by sie teraz przydał...

przeniesiony- Tęsknię 2009-11-21 11:05:25

Dziś sobota, zleciał kolejny tydzień. Tydzień pracy, masy obowiązków i zadań, a jednak znajduje się miejsce i czas na tęsknotę i myśli. Cały tydzień nie byłam na cmentarzu, pewnie dlatego bardziej mnie doły dopadają.


W głowie nie zanika obraz mojej kruszynki tak fatalnie potraktowanej przez naturę. Brakuje mi Naszego Drugiego, brakuje mi tego, że Go nie wytuliłam, jedynie pogłaskałam po rączkach i nóżkach. Nie mogłam Go wziąć i ucałować, bo bałam się sprawić mu ból swoim dotykiem. Nawet nie przesiadywałam godzinami koło niego, to były krótkie chwile, bo ból rozsadzał mi klatkę piersiową i ramiona. Byłam za słaba, choć słyszałam od niektórych lekarzy czy położnych, że jestem Wielka... Pediatra próbowała pocieszać jak mogła. Tylko jedna położna usiadła obok mnie i objęła kiedy się rozpłakałam na pytanie jak się czuję. Żadne słowa nie oddałby tego jak się wtedy matka czuje...

Teraz chodzę do pracy i mimowolnie zastanawiam się co inni myślą, co można myśleć ... pewnie się dziwią, że ja tak szybko do pracy wróciłam, że się do nich uśmiecham na korytarzu. Jak to pozory mogą mylić...


Mam czasem chęć głową powalić w jakiś mur, sama nie wiem skąd to się wzięło. Jeszcze 2 m-ce temu miałam chęć wyskakiwać przez zamknięte okno, żeby zadać sobie większy ból fizyczny od tego cierpienia? Na szczęście rozsądek zwyciężał i jestem cała, tylko czasem się zastanawiam po co. mam dosyć tego świata, mam dosyć siebie. Jednak przywołuję się do porządku, bo przecież jest Wesołka, która mnie potrzebuje – pamiętam o niej i staram się jak mogę. Tylko te choroby wokół mnie przerażają....

przeniesiony- szafirki 2009-11-17 21:25:25

decyzja zapadła, podpisy złożone - działamy dalej.
jeśli dobrze pójdzie za rok będziemy w nowym domu....
mam nadzieje, że dobrze pójdzie i że nie będę tego żałować!

Będzie mi tam brakować Naszego Drugiego, ale tutaj jest trudniej bez niego.

przeniesiony- wiem jak to jest 2009-11-16 21:20:41

Natchnienie zazwyczaj nadchodzi wieczorem. Wczoraj cały późny wieczór mnie "gnębiło", ale podnieść się z łóżka było mi ciężko. Przydałoby się jakieś urządzenie rejestrujące myśli, nie umknęło by mi wtedy nic, a tak musze się teraz więcej produkować. Zawsze w niedziele dopada mnie największe natchnienie i nie pozwala zasnąć, a wiadomo w poniedziałek rano trzeba się z wyrka wcześnie zwlec i jest ból. Mały wycinek:


Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że takie silne traumatyczne przeżycia odbijają się na mózgu człowieka, no dobra nie wiem czy na każdym mózgu, na pewno na moim. Czuję się tak jakby miejsca na twardym dysku zrobiło się mniej, część danych gdzieś uciekła i procesor zrobił się za słaby. Z drugiej strony, jeśli zdałam sobie z tego sprawę to nie jest ze mną tak źle, prawda? Nazwałam to wybrakowaniem psychicznym. Dochodzi jeszcze wybrakowanie fizyczne, niestety moje stawy coraz bardziej dają o sobie znać, a niechęć do lekarzy nie mija. W tym przypadku nie ma co liczyć, że samo weszło, samo wyjdzie, ale jeszcze troszkę się połudzę. W końcu chodziłam prawie 3 lata do lekarza systematycznie, brałam przeróżne leki i nic to nie pomagało. Głupio by było gdyby teraz choroba postanowiła poszerzyć swoje pole działania, ale to już niestety nie zależy ode mnie.

Parę ładnych lat temu pracowałam z szefową, której mama chorowała na gościec, ogromnie współczułam tej kobiecie, bo skończyła na wózku. Nie wychodziła z domu zupełnie, nie rozumiałam jej wtedy. Byłam w szoku, bo mieszkałyśmy w blokach obok, a ja nie wiedziałam o jej istnieniu. Teraz rozumiem, bo wiem jak to jest.

Zawsze też powtarzałam, że największą tragedią jest stracić swoje dziecko. To jest największa tragedia i nigdy nie myślałam, że będzie dane mi to przeżyć. Niestety też wiem jak to jest.

Co jeszcze będę wiedzieć?

Akurat ta wiedza spowodowała we mnie największe spustoszenie, ale nie jest to jedyna wiedza z tego rodzaju. Nie warto wymieniać wszystkiego np. mojego ex, bo nie jest on nic wart.

Na szczeście, posiadam też inną wiedzę, równie przeogromną, ale jakże miłą -

wiem jak to jest:

kochać
lubić
doceniać
szaleć
mieć wspaniałych rodziców
mieć przy boku swojego mężczyznę, któremu potrafię ufać
mieć przyjaciół
mieć nadzieję - mam ją pomimo wszystko

przeniesiony- mielone 2009-11-15 17:19:01

Dziś pierwszy raz, urabiając mięso mielone na obiad, nie płakałam.


do tej pory łzy same leciały jak dzikie na myśl o tym, że Drugi nigdy nie posmakuje moich klopsów.

Czyli co, kolejny krok na przód? Oby.

przeniesiony- tak po prostu... 2009-11-15 12:55:03

Załozyłam bloga i spać w nocy przez to nie mogłam


tak więc Drogi Pamiętniku nie będziesz tylko smutny,
to dobra wiadomość, nie będę wpisywać tylko swoich rozpaczliwych smutków
bo bywa już teraz - po 3 miesiącach-
że potrafie się zaśmiać. rzadko, bo rzadko, ale jednak.
to dzięki niej, naszej Pierwszej, małej Wesołce. dzięki niej też wróciłam "do żywych"
przecież ona mnie potrzebuje, potrzebuje Mamy na chodzie, która ją nauczy tej Krainy....
Dbać o nią i chronić, powtarzam to sobie jak mantrę...
byłam w tak dużym dołku, ze nie myślałam o Wesołce tak jak powinnam.
działałam jak automat: ubieranie, podawanie jedzenia i chwilowa zabawa.... a moje myśli krążyły wokół jednego...byłam tak bardzo rozżalona i stęskniona za Naszym Drugim, że aż nieobecna..... teraz już lepiej potrafie wrócić na odpowiednie tory.

wiem, że rana nie zniknie, trzeba po prostu z nią żyć, żyć by dbać i chronić Naszą Wesołkę. z czasem może zacznę żyć by dbać o siebie.

Naszego Drugiego Przeogromnego Szczęścia nie ma z nami, bo nie zadziałał jakiś enzym tak jak powinien. ten enzym, a raczej jego brak spowodował, że Drugi był bardzo chory, wada letalna, liczne zmiany w budowie, o których ciężko nawet śnić w koszmarach - zespół SLO dopadł nasze dziecko.

w połowie ciąży lekarze zaczęli do nas mówić takie rzeczy, w które ciężko uwierzyć, przecież usg nie jest tak dokładne i lekarze często sie mylą chociażby w odczytywaniu płci dzieci.... u naszym przypadku jednak wszystko sie sprawdziło, z czym do tej pory ciężko się pogodzić. ale nie pytam DLACZEGO i nie pytałam, bo wiedziałam, że odpowiedzi nie usłyszę... dlaczego My.... tak sie po prostu zdarzyło... no niby tak po poprostu. tak zwyczajnie dzieją się rzeczy niezwyczajne i takie koszmarne...

przeniesiony -przywitanie 2009-11-14 12:07:07

Witaj drogi pamietniku

powstawałeś długo w mojej głowie
w końcu jesteś, by mi ulżyć.....

Rok temu się zaczęło....
były owocne starania o Drugie Szczęście Przeogromne,
które zakończyły sie sukcesem, znowu w pierwszym cyklu,
jednak po 9 m-cach nie było happy endu ....
Było 9 dni życia z góry skazanego na niepowodzenie....


Od tej pory moja kraina jest zupełnie inna, bardziej smutna niż wesoła
niedoopisania ból i żal wciąż przy mnie trwa - przeogromnie i stale.
trwam dzięki naszej 4-letniej Wesołce Przeogromnej,

a tęsknota za Drugim jest mniejsza przy jego "Puchatkowym" pomniczku.