witajcie w mojej krainie

w krainie matki doświadczonej ....


...mamy ANIOŁKA -Wyjątkowego 28.07.2009-06.08.2009...
... mamy Wesołki -SŁODKIEJ od 10.2010....







czwartek, 30 grudnia 2010

rok się kończy

Troche mi smutno, bo chyba odczuwam bardziej niż kiedykolwiek upływ czasu- lata lecą zbyt szybko. W krainie przogromnej sporo sie działo i czasem sie boje myśleć co sie jeszcze wydarzy. Budowa domu upłynęła mi pod znakiem oczekiwania na coś przeciwnego, coś co zabrałoby nam te odrobinę szczęścia. Tak sie zbiegło z końcem budowy własnie choroba-a raczej choroby. Nic wiecej nie pragnę tylko, aby to juz był koniec, aby odetchnąc jakis dłuższy czas i móc sie cieszyć tym co jest i tym co będzie.
Roku podsumowywać nie będę, bo czuję niedosyt, wolałabym inną końcówkę zdecydowanie. Ale co tam można sobie woleć. Poza tym jak człowiek popatrzy dookoła to czasem dociera do niego, że na serio, pomimo tylu przeszkód rożnych, należy sie cieszyc z tego co sie ma.
Tak to już jest, ze jednego dnia osiagam pełnię szczęścia, czuje sie zrelaksowana i zrealizowana, chce iść na przód, pełna nadziei....gdy nagle dopada mnie stan otępienia- bo nie wiem co tu zrobić by ruszyc do tego przodu- i takiej pretensji- dlaczego nie mogłoby to przyjsc samo, łatwo i przyjemnie, tylko trzeba sie nasprężać... sinusoida życia, sinusoida emocji.
Tak wiec życzę sobie i wszystkim złapania równowagi w 2011 i aby Wasze krainy były przeogromnie szczęśliwe i radosne, przeogromnie -koniecznie! Niech sie Wasze plany realizują i niech sie rodzą następne do zrealizowania :)
Sobie życzę aby następne Święta Bożego Narodzenia były 2+2 oraz reszta składu niezmieniona :D

środa, 15 grudnia 2010

fajnie by było


Czy insulinowa guma do żucia zastąpi iniekcje skórne?
Cukrzyca - serwis społecznościowy - kompendium wiedzy o chorobie - cukrzyca objawy,cukrzyca dieta,cukrzyca ogłoszenia - forum, chat, najnowsze wiadomości - 15.12.2010.

a to jakieś Święta idą?

Do czego służą blogi? Niektórym by sobie ulżyc nieprawdaż? nio to własnie wpadłam w tym celu, bo mnie w środku rozsadza, a i zainspirowana pytaniem znajomych -co robie na święta- zostałam by dać upust mojej irytacji.


Siedze sobie na naszej wsi i zupełnie wyobcowana jestem ;) co prawda jedno drzewko nam sie podświetliło, jakaś skarpeta wisi od Mikołaja na kominku, a no i M sie podpytuje co robimy na wigilie....no co, coś do jedzenia trzeba zrobić i dalej spokojnie sie nie przejmuje świętami...pozornie nie przejmuje, bo jednak naszła mnie pewna refleksja.

To nie te czasy kiedy człowiek wyczekiwał choinki, pierwszej gwiazdki, prezentów i wyjścia na pasterkę. Jakoś od paru lat święta dla mnie straciły swoj urok. yyy czy to starość i zramolenie czy jak? a już wiem, pamietam pierwsze święta kiedy czas oczekiwania i przygotowań był istną katorgą- wtedy kiedy zachorowałam na rzs. Bolące gnaty nie nastrajają zbyt dobrze. Przygotować potrawę, a tak bardzo chętnie, tylko pokrojenie cebulki chociażby bylo awykonalne, co ja gadam samo trzymanie noża to było wyzwanie. Wtedy to była masakra i choć stawiki są znośniejsze, bo nie musze siedzieć zupełnie bezczynnie, przygotowania do Świąt nadal są pewnego rodzaju utrapieniem. Codzienność bywa utrapieniem, ot taki losik, ale rozpisywać za dużo się nie będe, bo sobie uświadomie jeszcze jak mam przerąbane. Wolę "żyć w nieświadomości" ;P

Przypomniał mi sie taki film. Na kłopoty Bednarski :D Na moje kłopoty to raczej czarodziejski pierścień by sie przydał:D podzieliłabym się z innymi jeszcze...albo ktoś kto wymyśliłby lekarstwo.

Iżeby nie było, ze tylko marudzę...ja na prawdę lubie te Święta, tylko przygotowania mniej :P

wtorek, 14 grudnia 2010

jestem, pamietam

strasznie dużo czasu upłynęło od ostatniego mojego pobytu na blogu. Strasznie dużo się tez działo, przeogromnie dużo.

sierpień - Twoja rocznica Wyjątkowy, wciąż mieszkaliśmy u moich rodziców. warunki do pisania kiepskie.

wrzesień- ujawniła się choroba teścia, tzn teść zaczął się leczyć, bo być może już wcześniej miał dolegliwości, a raczej na pewno.
Wesołka skończyła 5 lat, zaczęła swoje drugie przedszkole, i wciąż mieszkaliśmy u moich rodziców. Dom się kończył budować.
W końcu odwiedziłam psychologa, dla dzieci, ponieważ Wesołka po raz kolejny obarczyła siebie chorobą Wyjątkowego. poszłam bez Wesołki. wizyta pomocna dla mnie ...

październik- ciężki miesiąc. najpierw odejście teścia, choroba tak szybko wygrała.
potem szpital z Wesołką- zapalenie płuc plus diagnoza przy okazji- CUKRZYCA typ I. szok, złość i walka z oswojeniem się Wesołki z kłuciami.
zakończenie budowy. zakończenie przedszkola :(

listopad- wyjście ze szpitala, przygotowania do przeprowadzki- przeprowadzka, walka z oswojeniem Wesołki, nauka życia z cukrzycą- cukrzykiem. druga wizyta u psychologa i umówienie na wizytę z Wesołką- radzono w szpitalu.
załatwiłam przedszkole, w którym dzieci z cukrzycą mają odpowiednią opiekę- zaczniemy od stycznia.

to tak w telegraficznym skrócie.

jest grudzień, niedługo święta, siedzę w swoim nowym domu razem z Wesołką, prowadzimy zupełnie nowe życie. Nowe, bo w nowym miejscu, nowe warunki i nowe, bo z chorobą. Do października nie wiedziałam co to pilnowanie pór posiłków, poziomu glukozy i co to robienie zastrzyków z insuliny. Teraz to nasza codzienność. Nasza, choć to Wesołka jest kłuta, ale ktoś póki co musi ją kłuć. Wesołka została "obdarowana" chorobą, z którą będzie musiała się zmierzać przez całe życie. Ot taki upierdliwy bonus od życia. Dobrze, że z niej dzielna dziewczyna to sobie poradzi. Musi:)
Przeogromny jest ten świat i lubi przynosić jakieś niespodzianki, czekam teraz na taką miłą jakąś. Dosyć tych trudnych.