Do czego służą blogi? Niektórym by sobie ulżyc nieprawdaż? nio to własnie wpadłam w tym celu, bo mnie w środku rozsadza, a i zainspirowana pytaniem znajomych -co robie na święta- zostałam by dać upust mojej irytacji.
Siedze sobie na naszej wsi i zupełnie wyobcowana jestem ;) co prawda jedno drzewko nam sie podświetliło, jakaś skarpeta wisi od Mikołaja na kominku, a no i M sie podpytuje co robimy na wigilie....no co, coś do jedzenia trzeba zrobić i dalej spokojnie sie nie przejmuje świętami...pozornie nie przejmuje, bo jednak naszła mnie pewna refleksja.
To nie te czasy kiedy człowiek wyczekiwał choinki, pierwszej gwiazdki, prezentów i wyjścia na pasterkę. Jakoś od paru lat święta dla mnie straciły swoj urok. yyy czy to starość i zramolenie czy jak? a już wiem, pamietam pierwsze święta kiedy czas oczekiwania i przygotowań był istną katorgą- wtedy kiedy zachorowałam na rzs. Bolące gnaty nie nastrajają zbyt dobrze. Przygotować potrawę, a tak bardzo chętnie, tylko pokrojenie cebulki chociażby bylo awykonalne, co ja gadam samo trzymanie noża to było wyzwanie. Wtedy to była masakra i choć stawiki są znośniejsze, bo nie musze siedzieć zupełnie bezczynnie, przygotowania do Świąt nadal są pewnego rodzaju utrapieniem. Codzienność bywa utrapieniem, ot taki losik, ale rozpisywać za dużo się nie będe, bo sobie uświadomie jeszcze jak mam przerąbane. Wolę "żyć w nieświadomości" ;P
Przypomniał mi sie taki film. Na kłopoty Bednarski :D Na moje kłopoty to raczej czarodziejski pierścień by sie przydał:D podzieliłabym się z innymi jeszcze...albo ktoś kto wymyśliłby lekarstwo.
Iżeby nie było, ze tylko marudzę...ja na prawdę lubie te Święta, tylko przygotowania mniej :P
środa, 15 grudnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz