jakoś tak doba zrobiła się za krótka, na dworze szybko robi się ciemno i gdyby nie fakt, że do pracy mam rzut beretem, wracałabym po ciemku... teraz napadało trochę śniegu i jest lekko jasniej. mróz i śnieg, zgrzyt pod butami, pod kołami, fajnie, byle do Świąt go trochę zostało....
nie mam czasu na siedzenie przy komputerze, teraz po pracy Wesołka zaraz domaga się mojego towarzystwa, grywamy w grę, którą przyniósł jej Sw. Mkołaj. fajnie. poza tym w pracy bite 8h przed kompem skutecznie mnie zniechęca do odpalenia własnego domowego. choć tęskno do ..... tęskno do rozmów, do przyjaciół, którzy dzielnie mnie wspierali, byli przy mnie, przy nas... tęsknno do prywatnego F.
wczoraj miałam dzień z rodzaju masakrycznych, po nieprzespanej nocce, płacz sam się wydobywał na światło dzienne. rano w pracy łzy same leciały i nie chciały przestać, dobrze, że ciemno było i nikt nie zapytał co się stało, bo bym wybuchła płaczem. a tak, szybko zabrałam sie za odwrócenie swojej uwagi i skupienie sie na jakichś wiadomościach na onecie i przeszło.
zdecydowanie doba jest za krótka, po nowy tusz kolorowy wybieram sie juz od poniedziału i dojśc nie moge, ale trzeba będzie, bo drukarka zupełnie unieruchomiona... a tymczasem zakupy świateczne nie poczynione, brak choinki - jednym słowem kompletny brak organizacji... ale ja żyję tym co po Świętach, przepraszam, że tak mam, chciałabym inaczej, ale być może juz po Świętach poznam werdytkt mający znaczenie dla Wesołki i dla nas. o tym myślę i mam nadzieje, że łzy szczęścia się pojawią...
wtorek, 26 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz